Chrzest i I Komunia. Patent doskonały. Mózg zaprogramowany.

Szacunkowy czas czytania: 5 min

Piekło jest straszne

Co by było, gdyby sakrament chrztu nie istniał? Prawdopodobnie nie byłoby ani kościoła, ani religii. Jestem pod wrażeniem tego patentu na wiarę od urodzenia. Wszystko wymyślone doskonale. Idealnie. Można brać przykład. Od samego początku obmyślony został plan, jak przy uniknięciu wolnej woli i świadomości działania wciąż powiększać zastępy wiernych.

Najbardziej ludzie boją się cierpienia. Jeszcze bardziej boją się cierpienia niewyobrażalnego. Jeśli coś jest tak straszne, a w dodatku nie można tego zwizualizować, to strach potęguje się do granic możliwości wyobraźni człowieka. Każdy ma wyobraźnię, a jej fantazje potrafią zafascynować. Mózg nie zna granic. Jedyne, co go ogranicza, to sam właściciel.

Piekło i Szatan wespół z Demonami działają na wyobraźnię niezwykle mocno. Do tego dochodzi zagrożenie opętaniem, dręczenia demoniczne i inne niewątpliwie przykre konsekwencje kuszenia Diabła. Żeby zminimalizować wizję piekła, odwiedzin Szatana i popadnięcia w opętanie, trzeba poddawać się systematycznym zabiegom wzmacniania wiary.

Grzeszny od urodzenia

Żeby nie było tak łatwo, już na wstępie człowiek rodzi się z bonusem w postaci grzechu pierworodnego. Gdyby rodził się bez grzechu, cała reszta wzięłaby w łeb. Ponieważ noworodek ledwo wyjdzie z łona matki i już jest grzeszny, należy jak najszybciej udzielić mu pomocy duchowej. Jeśli zostawi się go w grzechu, mogą go spotkać przykre konsekwencje. Gdyby zdarzyło mu się umrzeć, a nie zostałby od grzechu pierworodnego uwolniony, zamiast do dobrego Ojca poszedłby wprost do „Wuja samo Zło”. Tego nie chciałby żaden rodzic głęboko wierzący w istnienie piekła.

Patent więc jest prosty i jednocześnie perfekcyjny. Dziecko rodzi się z grzechem pierworodnym, który – by odpędzić od niego Szatana – trzeba zmyć na drodze Chrztu Świętego. Tym samym, wbrew poszanowania woli samego zainteresowanego, dziecko zostaje wciągnięte w poczet osób wierzących. Rodzice, którym kiedyś zrobiono to samo, są w obowiązku w imię Boga umacniać swoje dziecko w wierze katolickiej. Wyrzekając się Szatana – żeby przypadkiem nie wszedł w ciało ich narodzonego dziecka lub nie zabrał (przy pozwoleniu Boga jako Pana Życia i Śmierci), rodzice zobowiązują się do wieloletniego prania mózgu swojego potomstwa.

Wpajanie wiary

Proces wdrażania w poczet wierzących musi rozpocząć się we wczesnym dzieciństwie. Inaczej nie przyniósłby pożądanego rezultatu. Dziecko ma chłonny, otwarty umysł. Dobrze poddaje się manipulacji. Nasiąka wszystkim, co przekazują mu rodzice. Uczy się od nich świata. Wszystko, co słyszy – nawet, gdyby wydawało się nieprawdopodobne – przyjmuje za fakt. Nie zastanawia się, nie analizuje. Rodzice, którzy kiedyś zostali poddani takiemu samemu działaniu, są przekonani o słuszności swego postępowania. Ponadto, gdy dziecko wkracza w inne niż dom rodzinny środowisko, napotyka ludzi, którzy potwierdzają słowa rodziców. Religia w przedszkolu, religia w szkole. Święta Bożego Narodzenia, Święta Wielkanocne, chodzenie do Kościoła. Widok innych ludzi, którzy wierzą w to samo, wzmacnia efekt.

Wzmocnienie efektu- Komunia I

Niedługo następuje I Komunia Święta. To nie przypadek, że dziecko doświadcza tego sakramentu, mając kilka lat (siedem lub osiem). Jest to przełomowy okres w życiu dziecka. Staje się on integralną częścią społeczeństwa. Głównym obszarem aktywności jest szkoła, a dzieci – oprócz rodziców – zaczynają mieć inne autorytety. Z powodu ograniczenia do innych środowisk, osobami znaczącymi stają się nauczyciele. Ten etap rozwojowy nacechowany jest lękliwością. Pojawia się na przykład lęk przed odrzuceniem czy byciem „innym”. Ponieważ większość dzieci żyje w rodzinach wierzących, to większość dzieci chodzi na lekcje religii. Nie bez powodu religia odbywa się w szkole. Gdy nauka religii odbywała się w przykościelnych salkach, nie można było zobaczyć, jak na dłoni, które dzieci chodzą na religię a które nie. Gdy religia jest w szkole, buduje swego rodzaju solidarność w chodzeniu na nią. Dla dzieci oczywiste jest, że na konkretnych lekcjach modli się do Boga. Ponieważ dzieci silnie utożsamiają się z grupą, nawet te (nieliczne) pochodzące z domów niekatolickich, czują dyskomfort, nie uczęszczając na lekcję religii wraz z innymi. Ponieważ katecheza zazwyczaj odbywa się w środku zajęć (nie na początku, nie na końcu) dziecko „niereligijne” czuje bardzo mocno fakt odizolowania od klasy. Musi pójść na świetlicę lub ktoś musi mu zapewnić jakąś opiekę.

W wieku 7-8 lat rozwijają się u dziecka tak zwane uczucia wyższe. To chyba kluczowy powód, dla którego intensywna nauka religii, kończąca się sakramentem Komunii Świętej, przypada na ten wiek. Podstawą rozwoju emocjonalnego i społecznego jest atmosfera w domu i to, wokół czego zorientowana jest aktywność (siłą rzeczą w przygotowaniach do Komunii aktywność kreci się wokół Kościoła, rozmów o Bogu i uczeniu się wielu – niezbędnych do przystąpienia do sakramentu – prawd). Podstawę stanowią również: odziaływania nauczycieli (w tym księdza, zakonnicy czy katechety), prawdy i przekonania znaczących osób dorosłych oraz współtworzenie grupy rówieśniczej. 

8 lat życia wystarczy

W okresie od niemowlęctwa, kiedy następuje chrzest do okresu rozwojowego 7- 8 lat, gdy następuje I Komunia Święta, dziecko jest już w pełni gotowym i ukształtowanym, wierzącym katolikiem. Mimo że jako jednostka społeczna o ukształtowanej sferze emocjonalnej ma przed sobą długą drogę. Jednak intensywność odziaływań religijnych tworzy zintegrowanego pod względem religijnym człowieka. Religia nie podlega dyskusji czy refleksji.

Oczywistym faktem jest to, że Bóg istnieje, Jezus umarł za ludzi, Kościół jest niezbędny w dotarciu do Nieba,  Bóg zna wszystkie myśli i uczynki, a spowiedź jest drogą do uniknięcia Piekła i wiecznego cierpienia. Dziecko nie potrafi jeszcze dobrze zinterpretować własnych stanów emocjonalnych, ale wie doskonale, że dzięki modlitwie do miłosiernego Boga nie wpadnie w szpony Szatana. Tak ukształtowanego człowieka. będącego przekonanym o istnieniu Stwórcy i nieocenionej roli Kościoła, w drodze do wiecznego szczęścia trudno jest z tej drogi zawrócić.

Mało tego dalsze zabiegi (bierzmowanie, pierwsze piątki, święta) tylko umacniają wiarą i pewien repertuar schematów myślowych. Ponadto w sposób mniej lub bardziej oczywisty dzielą ludzi na lepszych (wierzących) i gorszych (niewierzących), na godnych miłości Bożej (żyjących wedle zasad Boga i Kościoła) i tych, którzy tym zasadom przeczą (homoseksualiści, innowiercy, żyjący w konkubinacie i tak dalej)

Sztywny umysł

Człowiek poddany od niemowlęctwa  wieloletnim odziaływaniom religijnym, w wieku kilku lat ma już (sztucznie) ukształtowany obraz świata i ludzi. Ten „światopogląd”, przyjęte normy i prawdy nie są wytworem samego młodego (niedojrzałego społecznie i emocjonalnie) człowieka. Są wtłoczonym zestawem schematów myślenia i postrzegania świata i innych. Uwolnienia się od tych schematów jest bardzo trudne, czasem niemożliwe.

Zatem mechanizm stawania się osobą wierzącą jest prosty i doskonały w swym działaniu. Narodziny z grzechem. Włączenie dziecka w poczet wierzących i należących do Kościoła przez chrzest. Obowiązek rodziców i opiekunów do wdrażania zasad wiary. Przejęcie wdrażania wiary przez szkołę. Koncentracja aktywności szkolnej i rodzinnej na wierze i Kościele przez intensywne przygotowania komunijne i przystąpienie do I Komunii. W ten sposób otrzymujemy w pełni ukształtowanego, praktykującego katolika, który powtórzy zabieg w stosunku do swoich dzieci. I wiara się kręci. Kościół prosperuje. Wiernych nie zabraknie.

Katolik doskonały

Na drodze wieloletnich manipulacji otrzymujemy pożądanego katolika: homofoba, ksenofoba, człowieka o sztywnym, schematycznym i stereotypowym myśleniu. Wspomagającego prosperowanie Kościoła. Ufającego (bez refleksji) słowom księży. Podatnego na dalszą manipulację przedstawicieli duchowieństwa (wpływ na decyzje osobiste, rodzinne, polityczne). Osobę żyjącą w poczuciu winy (za grzechy) i strachu (piekło, Szatan). Krótko mówiąc osobę bezwolną. Wolność tkwi w umyśle. Nawet człowiek w niewoli (fizycznej) będzie wolny tak długo, jak długo wolny będzie jego umysł.

Refleksja

To wielka szkoda, że człowiek potrzebuje Boga i straszaka w postaci piekła i Szatana, by postępować dobrze i czuć się dobrym człowiekiem. Dobry jest ten, który podejmuje dobre działania sam od siebie a nie na skutek strachu przed karą czy w nadziei na nagrodę (Niebo). Postrzeganie osób niemiłych Kościołowi tylko przez pryzmat wiary/niewiary, nie jest świadectwem miłości do bliźniego. Miłować bliźniego swego jak siebie samego można i bez pomocy Boga czy Kościoła. Dobrze, by ludzie mieli wybór. Byli wolni od manipulacji Kościoła, dopóki nie osiągną wieku, w którym mogą podejmować samodzielne i świadome decyzje. Byłoby etycznie i moralnie przedstawić ofertę wiary (katolickiej czy innej) osobie dojrzałej. Tylko czy wtedy by z niej skorzystała?

Komentarze