Kobieta w męskim świecie IT

Szacunkowy czas czytania: 3 min

Wpis gościnny.

Autorka: MZTRE

Na początek kilka faktów. Skończyłam trudne studia techniczne (7 osób na miejsce). Obroniłam się w terminie, na 6.0. Dwa ostatnie lata studiów pracowałam na pół etatu w prywatnej firmie. Potem korporacja, jedna, druga.

Ogółem mam prawie 15 lat doświadczenia w branży IT. Zarówno w obszarze mocno technicznym (praca ze sprzętem) jak i managerskim.

Obecnie zajmuję  wysokie stanowisko inżynierskie. Zarówno na studiach, jak i w pracy byłam i jestem jedną z nielicznych kobiet. Kiedy zaczynałam w korporacji, było nas około 10%.

Osoby postronne, jak i rodzina postrzegają mnie jako kogoś kto dużo osiągnął i powinien być zadowolony z pracy. I na pewno nie powinien narzekać.

Ale ja narzekam. Nie zrozumcie mnie źle, lubię swoją pracę. Jest zgodna z moimi zainteresowaniami i bardzo ciekawa. Rozwijam się w niej i uczę wielu nowych rzeczy. Mam kontakt z ludźmi z całego świata. Zajmuję się najnowocześniejszymi technologiami. Pasuje mi to.

Mój problem polega na tym, że nieustannie się obawiam, że okażę się niekompetentna. I nikt mi nie da o tym zapomnieć. Wkładam ogromny wysiłek w to, żeby zrobić wszystko idealnie. Nie oponuję, gdy szef prosi, abym zajęła się czymś jeszcze. Ba, nawet sama czasami zgłaszam się do dodatkowych projektów, chociaż wiem, że i tak pracuję za dużo. Czy to mój wrodzony perfekcjonizm? Lęk przed porażką? Być może.

Może przesadzam. Może mi się tylko wydaje, że mój kolega rozmawia ze mną lekceważącym tonem, mimo, że pracuję w tej firmie dwa razy dłużej niż on? Może tak naprawdę wypominanie mi  pomyłki sprzed paru miesięcy to tylko delikatne przypomnienie, żebym nie powtórzyła błędu?

Może prośba – porozmawiaj z tą swoją koleżanką, bo mi jakieś głupoty każe robić – to tylko taki żart? Podobnie jak stwierdzenie w czasie spotkania po godzinach, że kobiety to jednak nie mają talentu do technicznych rzeczy i właściwie dlaczego ja pracuję, przecież mój mąż to dużo zarabia?

Nie ma co histeryzować, to przecież tylko ta słynna „atmosfera męskiej szatni” tak charakterystyczna dla działu IT…

I znowu – nie zrozumcie mnie źle – mam wielu świetnych kolegów, z którymi pracuje mi się dobrze i którzy patrzą na mnie jedynie przez pryzmat moich kompetencji. Znamy się długo i ufamy sobie. Nie przeszkadzają mi też słone żarty. Nawet niskich lotów.

Przeszkadzają mi podejrzenia, że stanowisko zdobyłam nie do końca uczciwie. „Może ona tak awansowała, bo mamy parytet w firmie i trzeba było pokazać, że u nas też mamy równouprawnienie? To przecież niesprawiedliwe. Ona tak naprawdę nic nie umie, tylko się dobrze kryje. Ja bym sobie lepiej poradził”.

Przeszkadza mi lekceważenie i deprecjonowanie moich zdolności. Nie podoba mi się też to, że  pomysł przedstawiony przeze mnie przechodzi bez echa, natomiast ten sam pomysł przedstawiony przez kolegę dwa tygodnie później jest uznawany za bardzo odkrywczy. Denerwuje mnie, kiedy mój współpracownik mnie przekrzykuje, bo  nie traktuje mnie jako partnera do rozmowy. I nie jest w porządku, że zarabiam mniej niż kolega na równorzędnym stanowisku.

Tylko proszę, nie mówcie mi, że on więcej czasu poświęca swojej pracy. Bo tak nie jest.

Myślę, że naprawdę to nigdy nie będę wiedziała, czy oni nie mają racji? Bo przecież to nie tylko jedna osoba w firmie uważa mnie za mniej zdolną od innych mężczyzn. Przecież mężczyźni to są fachowcy. Znają się. To może to ja się mylę?

Dlatego pracuję coraz więcej. Uczę się, zdobywam certyfikaty, żądam jasnej oceny rocznej od managera. Konstruktywnego feedbacku. Biorę więcej obowiązków. Żeby udowodnić. Głównie sobie, że jednak się nadaję i jestem dobra w tym co robię. Ale też im. Tym, którzy w to nie wierzą.

Niestety to chyba przegrana sprawa. Bo moje kompetencje mogę poszerzać bez końca, zdobywać nagrody i pochwały. Ale zawsze znajdzie się ktoś, kto podważy to co osiągnęłam mówiąc na przykład, że dobrze, że wprowadzamy kobiecy pierwiastek do zespołu, bo przecież kobiety łagodzą obyczaje i pomagają tym męskim geniuszom zorganizować pracę. A najlepiej nadają się do pisania dokumentacji.

Ale nie poddam się. Bo może jeśli będzie nas kobiet coraz więcej, będziemy bardziej pewne siebie i pokażemy to naszym współpracownikom po raz pierwszy, drugi i dziesiąty, to moja córka już nic i nikomu nie będzie musiała udowadniać?

MZTRE

Komentarze

Originally posted 2017-03-03 20:03:00.