Lista zakazanych błędów wychowawczych.

Szacunkowy czas czytania: 8 min

phpThumb_generated_thumbnail.jpeg

Błądzić jest rzeczą ludzką. Jednak w procesie wychowawczym ważne jest, by błądzić jak najmniej. Cenę za nasze błędy ponoszą w przyszłości głównie dzieci i przy okazji my. Oczywiście nie ma rodziców idealnych. Każdy z nas ma swoje lepsze i gorsze dni, emocje, granice wytrzymałości i cierpliwości. To normalne. Warto jednak wychowywać swoje dzieci w sposób świadomy, nie wyłączając przy tym siebie i swoich emocji. Połową sukcesu jest znajomość samego siebie. Swoich zachowań, mocnych i słabych stron. Dobrze jest pamiętać, że wychowywanie jest procesem ciągłym, odbywającym się dzień p dniu. Efektem tego procesu powinien być człowiek dorosły i dojrzały emocjonalnie, psychicznie i społecznie. To my rodzice w głównej mierze kształtujemy przyszłego dorosłego. Wpływ na rozwój dziecka mają również inne czynniki, jednak gdy rodzic jest świadomy swojej roli, swych działań wychowawczych oraz ma silną, pozytywną więź z dzieckiem, to inne czynniki (rówieśnicy, TV itd.) nie zdeterminują głównej roli rodzica w wychowywaniu dziecka. W artykule opisuję podstawowe błędy wychowawcze, których skutki bywają opłakane. Warto jest mieć świadomość jak postępować z dzieckiem nie można i jaki wpływ nasze błędy mają na rozwój psycho społeczny i emocjonalny naszych dzieci.

Błąd numer 1

Niekonsekwencja

Każdy z nas zna powiedzenie „jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B”. Jest to jedna z najważniejszych zasad w procesie wychowawczym. Zanim jednak powie się przysłowiowe „A”, należy się zastanowić, czy będziemy w stanie, nie tylko powiedzieć „B”, ale tego się trzymać. Łatwo jest coś powiedzieć, coś kazać, rzucić w eter, zwłaszcza w chwili podenerwowania. Trudniej jednak jest to co się powiedziało utrzymać w fazie realizacji. Lepiej czasem w ogóle z „A” zrezygnować, jeśli nie jesteśmy pewni co będzie z naszym „B”.

Przykład:

Dziecko było niegrzeczne. Mocno poirytowani tym faktem, rzucamy bez przemyślenia „za to, że byłeś niegrzeczny nie grasz dziś na komputerze”. Mija chwila a nasze dziecko jest przykładne i grzeczne jak nigdy. Zadowoleni z tego faktu, puszczamy w niepamięć poprzednie zachowanie i pozwalamy skorzystać z komputera.

Jak powinno być?

Jeśli już zdecydowaliśmy się na tego rodzaju konsekwencje, to powinniśmy się tego trzymać. Oczywiście należy dostrzec poprawę zachowania dziecka. Pochwalić. Powiedzieć jak nas to cieszy. Jednak niemądrym pomysłem jest anulowanie tego, co postanowiliśmy przedtem. Warto wykazać się zrozumieniem „rozumiem, że jest ci smutno, że nie możesz skorzystać z komputera. Widzę poprawę zachowania i cieszę się. Dziś jednak z komputera nie skorzystasz”.

Przy okazji możemy też zobaczyć, czy owa poprawa nastąpiła, by osiągnąć cel- komputer, czy faktycznie dziecko przemyślało swoje zachowanie.

Błąd numer 2

Mówię jedno, robię drugie

Wiadomo jest, że to co mówimy ma najmniejsze znaczenie. Mózg ludzki nie daje się oszukać. Jeśli słowa są zaprzeczeniem zachowania lub odwrotnie, człowiek za prawdę weźmie to, co widzi, nie to co usłyszał. Nasza mowa ciała i nasze zachowanie są podstawą. Jeśli słowa nie zgadzają się z tym co robimy powstaje dysonans. Słowa tracą na znaczeniu a nawet mogą być postrzegane jako kłamstwo. Jeśli sami w coś nie wierzymy, nie jesteśmy do tego przekonani, lub mówimy coś tylko dlatego, że tak wypada a nie jest zgodne z nami samymi, lepiej nie mówmy tego wcale.

Przykład:

Dziecko krzyczy do rodzica. Rodzic chcąc zareagować krzyczy na dziecko, żeby nie krzyczało. Do tego dodaje wstawki, typu „bo tak nie wolno”, „bo tak nieładnie”. Zatem wolno krzyczeć, czy nie? Być może jednym wolno a innym nie? Wniosek z tego taki, że rodzić (zgodnie z tym co mówi) postępuje nieładnie i wbrew zasadom. Zastanówcie czego dziecko uczy się w takiej sytuacji? Co dzieje się z autorytetem rodzica?

Jak powinno być?

Jeśli rodzic faktycznie uważa, że dziecko krzyczeć nie powinno, bo ogólnie ludzie krzycząc nic nie zyskują, powinien przeczekać moment krzyku i spokojnie wytłumaczyć, dlaczego krzyk nie jest dobrym środkiem na załatwienie czegokolwiek. Przy okazji warto byłoby uświadomić dziecku, ze jego krzyk będzie ignorowany i rodzic nie będzie wdawał się w dyskusję z krzyczącym dzieckiem. Po takim uświadomieniu (utworzenie zasady) trzeba jej KONKSEKWENTNIE przestrzegać. Nie ma odstępstw.

 

Błąd numer 3

Brak zasad i przewidywalności

Błędnie można sądzić, że dzieci uwielbiają brak zasad i funkcjonowanie na zasadzie „róbta co chceta”. Wszystkie dzieci, z którymi pracowałam (głównie z rodzin dysfunkcyjnych) najbardziej pragnęło jasnych zasad (w tym ograniczeń) i uporządkowanego życia. Oczywiście większość nie mówiła wprost, ani nie używała słów „zasady, reguły, przewidywalność”, ale wszystkie ubolewały nad tym, że nie wiedzą co mogą co nie. Zasady i przewidywalność dają stabilizacje i poczucie bezpieczeństwa. Każdy człowiek tego potrzebuje. Ponadto życie osadzone jest w jakiś ramach, które określają zasady. Życie społeczne obwarowane jest różnego rodzaju zasadami, którym, czy nam się to podoba, czy nie należy się poddać.

Przykład:

Dziecko zjada cukierki przed spaniem. Zdenerwowany rodzic mówi „nie wolno jeść cukierków przed spaniem po umyciu zębów”, dodaje „w ogóle nie powinno się jeść słodyczy”. Kilka dni później rodzic wieczorem wchodzi do pokoju dziecka. Ma ze sobą słodycze, które podjada, częstuje dziecko, całuje i mówi dobranoc. Zatem? Nie wolno jeść tylko cukierków, czy w ogóle słodyczy? Tylko przed spaniem, czy może wcale? Co jeśli po zjedzeniu wieczorem cukierków, umyje się zęby, wtedy można? Czy dorosłym można jeść słodycze przed spaniem? W ogóle to można, czy nie? Bo raz wolno a innym razem jest to kategorycznie niedozwolone. Kompletne pomieszanie. Dziecko w końcu nie wie, co z tymi słodyczami.  Najgorsze jest to, że rodzic jest nieprzewidywalny. Raz złości się o jedzenie słodyczy a innym razem z uśmiechem na ustach sam nimi częstuje.

Jak powinno być?

Żeby dziecko wiedziało, czy można i kiedy można jeść słodycze należy z nim o tym porozmawiać. Ustalić ZASADĘ i KONSEKWENTNIE jej przestrzegać a przy okazji samemu nie zaprzeczać własnym słowom, być SPÓJNYM I PRZEWIDYWALNYM. Zasady nie mogą zmieniać się wraz z humorem rodzica. Nie są wtedy zasadami, tylko „widzi mi się” dorosłego.

Błąd numer 4

Uleganie, czyli „dla świętego spokoju”

W byciu rodzicem bywają chwile cudowne, szczęśliwe, ale również chwile pełne złości, czy smutku. Czasem, z różnych powodów, ma się wszystkiego dość, łącznie z własnym dzieckiem. Właśnie w takich słabszych momentach, uczymy nasze dzieci sztuki manipulacji. Czasem stwarzamy prawdziwych mistrzów, którzy najpierw mniej świadomie a potem z pełną świadomością, manipulują miękkim rodzicielskim sercem.

Dzieci dążą przede wszystkim do przyjemności. Chcą czuć się dobrze i robić to, co sprawia im przyjemność. Mają problem z odraczaniem gratyfikacji i niski próg frustracji. Ich świat kręci wokół nich, są egoistyczne i hedonistyczne. To normalne. Empatii, cierpliwości, odporności na stres, stratę  lub niemożność osiągnięcia celu trzeba się nauczyć.

Metody manipulacji są różne. Najbardziej działającą jest płacz, ale również smutek, nie odzywanie się, krzyki, autoagresja i agresja, szantaż. To z jakiej metody będzie korzystało dziecko, zależy od nas. Mały (i większy) człowiek będzie próbował różnych, jego ulubioną stanie się ta, która okaże się skuteczna. To, dlaczego ulegamy manipulacji naszych dzieci zależy od kilku czynników. Warto wymienić kilka. Pierwszym jest „nie mogę patrzeć, serce mnie boli”, gdy dziecko płacze lub smuci się. „ Co inni sobie pomyślą, taki wstyd”, gdy krzyczy i histeryzuje w miejscu publicznym. „ Dobra masz i daj mi święty spokój”, gdy dziecko czegoś chce a my jesteśmy przemęczeni, mamy gorszy dzień. „ Cos się stanie i to będzie moja wina”, gdy dziecko stosuje autoagresję (młodsze na przykład uderza głową w ścianę, a starsze tnie ręce) lub agresję, gdy w przypływie gniewu kopie nas lub innych. Ze strachu, wstydu, poczucia bezradności, ulegamy. Uległość jest wynikiem niemocy, bezradności i barku świadomości wychowawczej. To my uczymy dzieci złych zachowań (wzmacniamy złe zachowania).

Przykład (klasyczny)

Dziecko w sklepie chce coś czego my nie chcemy mu kupić. Najpierw prosi – nie działa. Smuci się – nic. Płacze – nadal tego nie dostaje, ale widzi, że rodzić zaczyna być poirytowany. Rzuca się na ziemię, wrzeszczy, kopie i tak dalej. Rodzic nie wie co ma robić. Jest mu wstyd, robi się wściekły, chce żeby tylko ten cyrk się skończył „dla świętego spokoju”, kupuje to, co dziecko chciało. Histeria mija, dziecko ma to co chciało, rodzic oddycha z ulgą. Rodzi się mistrz manipulacji.

Jak powinno być?

Dziecko musi wiedzieć, że nie wymusi na nas zmiany zdania, czy naszego zachowania. W przypadku pojawienia się zachowania, które ma na celu wymuszenie, najlepiej jest takie zachowanie ignorować. Bywa to czasem trudne i kłopotliwe, ale to najlepsza metoda ( w przypadku autoagresji należy mieć dziecko na oku i w razie czego wezwać pogotowie). Należy poinformować dziecko, że zachowanie nam się nie podoba i nie zmieni nim naszego zdania. Gdy już POWIEMY A, MUSIMY DOTRWAĆ DO B. Być KONSEKWENTNYM, a najlepiej gdy mamy ustalone z dzieckiem ZASADY, do których możemy się odwołać. Po krótkiej informacji nie reagujemy, nawet spojrzeniem (choć mamy dziecko na oku) az do momentu skończenia aktu manipulacji.

Błąd numer 5

Wzmacnianie złych zachowań i ignorowanie dobrych

Rodzice lubią, gdy dziecko jest grzeczne, bawi się ładnie, jest spokojne, pomocne i pogodne. Gdy tak jest (a raczej bywa) dorośli mają chwile dla siebie. W tej chwili dla siebie, zapominają by zwrócić uwagę na swoją pociechę, gdy jest grzeczna a przypominają sobie, gdy dziecku ta grzeczność się znudzi. Reagują, gdy zaczyna być za głośno, lub dziecko zaczyna marudzić, być nieposłuszne, lub czegoś się domagać.  W ten sposób ignorują dobre zachowanie a dają uwagę, gdy dziecko zachowuje się źle. Zatem, czy opłaca się być grzecznym? Nie bardzo. Grzeczność to samotna zabawa, nuda. Jak się zacznie rozrabiać od razu wszyscy się interesują. Rodzice często zaczynają zabawiać swoje dziecko, by odwrócić jego uwagę od bycia niegrzecznym. Powinno być odwrotnie. Rodzice powinni bawić się z dzieckiem, gdy jest grzeczne a nie nagradzać go zabawą, gdy zachowuje się niegrzecznie. Dobrze jest mieć ustalone, oprócz ZASAD, system nagradzania dziecka i wyciągania konsekwencji za złe zachowanie. Jeśli dziecko wie, co mu wolno a co nie i jakie konsekwencje go czekają, jak złamie zasady, wtedy będzie się bardziej pilnować. Trzeba jednak pamiętać, że konsekwencje muszą być logiczne i pasować do przewinienia. Jeśli dziecko nie posprzątało kloców, logiczną konsekwencją może być to, że klocki zostaną zabrane i schowane na przykład na 3 dni (zasada A- B, konsekwencja, system zasad, przewidywalność, nie uleganie). Nielogiczne byłoby, aby zabronić mu komputera, czy spotkania ze znajomymi, a nadmierne, by konsekwencje trwały na przykład miesiąc.

Przykład

Dziecko przez godzinę bawi się grzecznie w swoim pokoju. Rodzice zadowoleni, że „nie zawraca głowy” zajmują się swoimi sprawami. Po godzinie dziecko zaczyna się nudzić. Prosi by się z nim bawić. Rodzicom się nie chce. Zaczyna płakać i „truć” co chwilę „pobaw się, pobaw”. Rodzice najpierw poirytowani odsyłają do swojego pokoju. Gdy dziecko płacze coraz bardziej, w końcu dają za wygraną i idą do dziecka. Albo krzyczą i gadają, gadają, gadają albo zaczynają się bawić. Bez względu na to, która opcja jest realizowana, są z dzieckiem i poświęcają mu całą uwagę. Dobre zachowanie zostało zignorowane, złe zostało nagrodzone (nawet jak rodzic tylko gderał, to dziecko zyskało jego bliskość i uwagę).

Błąd numer 6

Złe i dobre emocje

Od rodziców dziecko uczy się okazywać emocje. Dorośli uczą dziecko rozpoznawać i nazywać emocje. Powinni też uczyć jak sobie z nimi radzić. Tych umiejętności, nikt nie dostaje w pakiecie urodzeniowym. Dziecko uczy się głownie przez naśladownictwo (zasada MÓWIĘ I ROBIĘ TO SAMO). Panuje błędne założenie, że są dobre i złe emocje. Wszystkie są dobre i tak samo potrzebne. Niektóre mogą być trudniejsze od innych. Zdrowy i dojrzały emocjonalnie człowiek odczuwa wszystkie emocje. Radzi sobie zarówno z tymi przyjemnymi jak i trudnymi. Wie w jakim stanie emocjonalnym się znajduje i nie ma problemu z okazywaniem wszystkich emocji. Człowiek dojrzały społecznie, wie gdzie, przy kim i w jaki sposób okazywać emocje.  Nikt nie rozpłacze się przy szefie firmy, nawet jeśli ten, powie mu coś smutnego, ale może rozpłakać się przy bliskiej osobie, jeśli jest smutny, czy przygnębiony. Podstawa, to umieć rozpoznać, nazwać i akceptować wszystkie pojawiające się emocje. Ważne jest , by nie uśmiechać się do dziecka, gdy jest nam smutno. Nie okazywać złości, gdy jest nam przykro lub smutku, gdy w środku kipi gniew.

Przykład:

Dziecko mówi, że się boi. Rodzic, chcąc go uspokoić mówi „nie ma się czego bać”.

Dziecko płacze, rodzic twierdzi, że nie ma o co.

Dziecko jest wściekłe a rodzić karze mu przestać się złościć, mimo, że nie pokazał mu w jaki sposób złość można wyładować.

Jak powinno być?

Jeśli widzisz, że dziecko jest smutne, nazwij to uczucie „widzę, że coś cię smuci”. Nie próbuj za wszelką cenę odwrócić uwagę dziecka od smutku. Tę emocję, trzeba nauczyć się przeżywać. Gdy dziecko się złości, nazwij tę emocję i pokaż dziecku jak można złość rozładować ( walenie w poduchę, wykrzyczenie się w poduchę itp.) Mów o swoich emocjach: „jestem zły”, „jestem wesoły”. Swoim przykładem ucz dziecko jak okazywać wszystkie emocje i pokazuj jak radzisz sobie (w pozytywny, konstruktywny sposób) ze złością. Bądź konsekwentny, spójny, przewidywalny.

Na zakończenie

Poukładaj dziecku środowisko wychowawcze, tworząc zasady, system nagród i konsekwencji złego zachowania. To da poczucie bezpieczeństwa.

Bądź przewidywalny. Niech nic nie zależy od humoru. Nawet jak masz dość całego świata, trzymaj się ustalonych zasad. Dziecku najlepiej powiedz, że masz kiepski dzień (bez wciągania w swoje problemy).  Powiedz jak się czujesz i czego dziś dziecku nie możesz zapewnić (na przykład szalonego wypadu do lunaparku). Powiedz czego oczekujesz. Oczywiście dostosuj to do wieku dziecka (kilku tygodniowemu dziecku raczej tego nie powiesz).

To co mówisz, niech będzie spójne z tym co robisz. Tak dajesz przykład i budujesz autorytet.

Nie wzmacniaj złych zachowań, głównie przez poddawanie się manipulacji, ale pamiętaj by nie ignorować zachowań dobrych. Rozmawiaj o emocjach dziecka i swoich. Nazywaj je. Ucz jak sobie z nimi radzić, ale nie odwracaj od nich uwagi, nie spychaj. Nie ma nic gorszego niż emocje chowane głęboko w sobie.

Bądź konsekwentny.

Pamiętaj, dziecko to człowiek, tak samo jak ty, tylko mniejszy.

 

Komentarze