Nie chcę, ale muszę być ofiarą!

Szacunkowy czas czytania: 10 min

Mała uwaga

Ponieważ statystycznie częściej to mężczyźni są sprawcami przemocy, w artykule „posłużę się” mężczyzną jako oprawcą. Jednak słowo On może spokojnie zostać zastąpione słowem Ona.

love-749677_960_720Ciągle przy nim jest

Czasem ludzie się dziwią, dlaczego kobiety nie odchodzą od swoich oprawców. „Dlaczego z nim jest? Po co przy nim siedzi? Jakby chciała, to by odeszła. Może jej tak dobrze?” W zasadzie sprawa może wyglądać na prostą. Większość kobiet doświadczających przemocy, ma dwie nogi, które mogłyby posłużyć, by wzięły je za pas. Z pozoru nie ma ku temu przeszkód. Tylko nie o nogi chodzi i nie o wyjście z domu.

Nie zrozumie tego ten, kto nie doświadczył przemocy, lub nie zna mechanizmu między ofiarą a sprawcą. Ludzi irytuje również fakt, że ofiary przemocy często zmienią zdanie odnośnie swojego chcenia uwolnienia się od oprawcy. Zgłaszają sprawę na policję, potem ją wycofują. Mówią, że chcą pomocy, potem z niej nie korzystają. Bywa to irytujące zwłaszcza dla osób zaangażowanych w pomoc, lecz nie orientujących się w specyfice problemu.

Strach potrafi mieć oczy ogromne42e97b325aa7db59fee2e603a85b1508

Związek pomiędzy ofiarą a sprawcą jest relacją specyficzną. Opiera się na zależności, strachu i poczuciu kontroli. Zależność działa w dwie strony. Ofiara uzależniona jest od kata, a kat od ofiary. Ofiara zdominowana jest przez strach a kat ma poczucie kontroli, której za nic nie chciałby stracić.

Strach jest odczuciem pełniącym ważną funkcję w naszym życiu. Ostrzega, powoduje, że wycofujemy się przed czymś, co nam zagraża. Jednak nadmierny (przybierający wymiar patologiczny) strach jest paraliżujący. Mimo, że sytuacja w jakiej się znajdujemy zagraża naszemu zdrowiu i życiu, nie potrafimy wykonać ruchu, by się z niej uwolnić.

Ofiara mieści się w głowie. Tak długo jak myślimy i zachowujemy się jak ofiara, nie jesteśmy w stanie nic z tym zrobić. Strach ogarnia całego człowieka. Determinuje każde jego zachowanie. Nie pozwala na racjonalną ocenę sytuacji.

Kobiety, które doświadczają przemocy, chodzą jak w zegarku. Nie trzeba ich nawet dotknąć, by wyegzekwować od nich posłuszeństwo. Wystarczy jedno spojrzenie, gest, specyficzne sapnięcie, by kobieta wiedziała, że jej oprawca jest w złym humorze. Sprawca doskonale zna swoją ofiarę a ona doskonale zna oprawcę. W zasadzie rozumieją się bez słów.

 

503775413_8b45698194_o

Kobieta często więcej sobie wyobraża, niż może ją spotkać w rzeczywistości. Ponieważ oprawca często sięga po groźby i szantaż, boi się nawet pomyśleć, by zrobić coś wbrew jego woli. Tyle razy przecież grozi że zabije, że zniszczy, że publicznie upokorzy. Sprawca w oczach ofiary wydaje się być nieobliczalny, zdolny do wszystkiego.

 

 

 

Nie jest tak, że ofiara z katem spotka się przypadkiem. Podświadomie oprawca szuka jednostki, która wpisze się w kanon ofiary. Osoba mająca predyspozycje do przejęcia roli ofiary szuka (choć nie chce) osoby, która będzie sprawcą przemocy.

Groźba jest wiele skuteczną metodą. Dlatego tak chętnie stosowana  jest przez sprawców przemocy. Czasem “samo” grożenie, może być wystarczające, by wyegzekwować różne rzeczy. Jeśli groźba zadziała raz, będzie stosowana ciągle.

Ofiara jest uzależniona od swego kata. W zasadzie jej myśli obsesyjnie krążą wokół niego. Ciągłe napięcie emocjonalne, daje objawy somatyczne. Ból żołądka, nierówne bicie serca, poty, „kula” w gardle, drżenie, bóle głowy, wymioty, to tylko niektóre z objawów. Ofiara przemocy żyje w ciągłym oczekiwaniu. Czeka na to co dziś się wydarzy. Nie odpoczywa, ciągle gotowa na próbę odparcia ataku. Niestety często odparcie ataku wiąże się z zaspokajaniem żądań i oczekiwań sprawcy. Błędne założenie, że uległość i posłuszeństwo zredukują działania przemocowe, zapędza kobiety w pułapkę.

Pamiętam jak mój ukochany nie wracał do domu o określonej godzinie. Wiedziałam, że skoro go nie ma, to pewnie pije. Jak z automatu uruchamiał się cały szereg objawów. Nerwowo chodziłam od okna do okna. Wypatrywałam. Nasłuchiwałam. Każde głośniejszy odgłos na klatce, przyprawiał mnie o mrowienie w całym ciele. Serce od razu biło z prędkością światła. Ból brzucha i nudności. Czasem wymioty. Zastanawiałam się, jak bardzo zły wróci i co tym razem wykombinuje. Kiedy rozlegał się głos dzwonka, wszystkie objawy na kilka sekund wzmagały się i występowały wszystkie na raz. Otwierałam drzwi trzęsącymi się rękami. Na powitanie przywdziewałam na twarz uśmiech. Wchodził nie patrząc na mnie. Przeklinał pod nosem, a każde przekleństwo rozdzierało moją głowę ze strachu. Nic do mnie nie mówił a ja stałam jak żołnierz na baczność gotowa spełnić każdą zachciankę, byleby się bardziej nie rozzłościł. Słuchał opowieści z zapartym tchem, chociaż gadał pierdoły. Jednak nie mogłam nie słuchać z należytą uwagą. Choć z drugiej strony musiałam uważać, by tą uwagą go nie zdenerwować. Jeśli za długo patrzyłabym mu w oczy, gotów uznać, ze szukam zaczepki. Nie patrzenie wcale mogło skończyć się zarzutem, że go ignoruję. Musiałam być bardzo uważna. W kocu i tak znalazł powód, by wrzeszczeć, wyzywać, grozić. Nawet, gdy zdarzało się, że szedł spać po przyjściu, ja czuwałam. Patrzyłam czy się nie przebudza. Starałam się nie ruszać i nie oddychać zbyt głośno. Leżałam przy nim i czekałam co złego jeszcze się stanie.  shutterstock_29736508

Czas całkowitego uwolnienia trwał 3 lata. W tym czasie codziennie przychodził pod mój dom. Czekał aż wyjdę. Potrafił wsiadać za mną do autobusu, jechać ze mną gdziekolwiek jechałam. Przy tym wyzywał mnie siarczyście. Nikt nie reagował. Szantażował popełnieniem samobójstwa (przez rok reagowałam), lub, że zabije mnie. Gdy mnie spotykał, zagradzał mi drogę, szarpał, przytrzymywał, czasem podduszał. Przechodnie również nie reagowali. Siły starczyło mu na 3 lata. Dobrze. Jeszcze trochę a ugięłabym się, dla “świętego spokoju”.

Uroczy kat

Sprawcy przemocy domowej przeważnie są uroczy. To właśnie ich urok na początku przyciąga przyszłą ofiarę. Gdyby od początku stosowali przemoc, nic by z tego nie wyszło. Czasem przyszli sprawcy nawet nie wiedzą, że zaczną stosować przemoc. Jednak jeśli zaistnieją “sprzyjające” okoliczności, mechanizm przemocowy jest gotowy do uruchomienia. 

 Mimo, że po czasie przestają być uroczy dla kobiety, dla otoczenia nadal pozostają fajni. Często ludzie się dziwią „On? Taki miły gość. Taki sympatyczny”. Tak, zdecydowanie potrafią być do „rany przyłóż”.

Często dobry wizerunek sprawcy kreują same ofiary. Zaprzeczają, okłamują otocznie, mówią dobrze o swoim partnerze. Powody są różne. Strach, wstyd. Ofiary są przekonane, że to one powinny wstydzić się za działania sprawcy. Ponadto związek między ofiarą a katem, często zaczyna się od silnego uczucia. Kobiety ciągle łudzą się, że parter się zmieni. Przecież kocha…

Przeważnie sprawcy przemocy po za domem są duszą towarzystwa, mają poczucie humoru, są zabawni, racjonalni. Postrzegani są jako urwisy, ale takie, do których czuje się sympatię. Rzadko bywają nieśmiali, niezaradni, posępni. Wyczuwalna jest nuta dominacji. Jednak o ile mała dawka dominacji może być dla kobiet pociągająca, o tyle przemoc nie ma w sobie już nic pociągającego (przynajmniej dla osób zdrowych psychicznie).

Kiedy  postanowiłam się rozstać  wieść rozeszła się drogą pantoflową, większość ludzi zareagowała niedowierzaniem. ” No coś takiego! A taki wydawał się być miły. Taka z was udana para. Poważnie? Może nie jest aż tak źle? Zmieni się. Pewnie mu coś odbiło”?

ylzdotzkBył ogólnie lubiany. Zabawny, trochę narwany, ale w uroczy sposób, wygadany, wrażliwy na innych. Z resztą tym mnie urzekł. W towarzystwie brylował. Nawet jak zdarzało mu się jakaś niefajna sytuacja, na ogół została mu wybaczana. Miał urok. W czterech ścianach urok zamieniał się w agresję i wulgarność. Przeznaczoną tylko dla mnie. Pamiętam jak potrafił czarować słowem. Nie zdarzało się z nim nudzić. Miał tysiące pomysłów.

Był trochę dominujący, jednak nie przeszkadzało mi to. Było takie męskie. Czułam się przy nim wyjątkowo. Miałam wrażenie, że zwariował z miłości do mnie. Nie myliłam się.

Ofiara pełni rolę ofiary

31f9b7f09bKobiety pozostają uwikłane w związki przemocowe z różnych powodów. Oprócz dominującego strachu i myślenia wyobrażeniowego, najczęstszymi powodami są: poczucie wstydu, poczucie bezradności, niemoc, przekonanie o niepowodzeniu wyjścia z sytuacji, wiara, że wszystko się zmieni, wspólne dzieci, zależność ekonomiczna. Oprawca skutecznie wmawia swojej ofierze, że bez niego nie będzie ona w stanie sobie poradzić. Ofiara zaczyna w to wierzyć. Ponadto na skutek różnych działań, sprawca przemocy, zależenia od siebie ofiarę w różnych aspektach.

Często kobiety dotknięte przemocą nie pracują zawodowo. Są uzależnione od swoich partnerów finansowo. Wierzą w to, że nie będą w stanie same zadbać o sferę finansową. Wstydzą się, że w związku im „nie wyszło”. Nie chcą martwić najbliższych, że dzieje im się krzywda. Uważają, że same powinny poradzić sobie z zaistniały problem. Niestety w Polsce, zwłaszcza w małych miejscowościach, mężczyzna nadal uważany jest za ważniejszego od kobiety. Panuje przekonanie, że żona, czy partnerka powinna być wobec swojego „pana i władcy” uległa. Nie rzadkim zjawiskiem, zwłaszcza na wsiach, jest bagatelizowanie przemocy wobec kobiet. Awantury, szczególnie po pijaku, są czymś normalnym. Nawet  przypadku przemocy fizycznej, uderzenia czy popchnięcia, czyny są traktowane dość pobłażliwie. Kobiety czują się osamotnione w swej sytuacji. Są przekonane, że nic i nikt nie potrafi im pomóc. Często łudzą się, że partner się zmieni, że zrozumie. Są to oczekiwania bezpodstawne.

ODAweDYwMA,przemocSprawca przemocy nie przestanie nim być, póki ma swoją ofiarę. Kobiety mają nadzieję na zmianę, za każdym razem, gdy ich luby ma lepszy humor. Nie jest tak, że sprawca przemocy ciągle jest zły i okrutny. Miewa przebłyski normalności a nawet czułości i wrażliwości. Najpierw bije, potem przeprasza i obiecuje poprawę. Kobieta wierzy. Jednak z upływem czasu, bije coraz częściej a przeprasza coraz rzadziej. W ortodoksyjnych rodzinach katolickich, kobiety zostają ze swoimi oprawcami ponieważ związały się z nimi „na dobre i na złe”. Dla niektórych kobiet nie do pomyślenia jest, by rozwieść się z człowiekiem, któremu przysięgało się przed Bogiem. Mimo, że mamy XXI wiek gro kobiet nie dopuszcza do swojej świadomości rozwodu. Oznacza to dla nich wystawienie na pośmiewisko i odrzucenie społeczne. Szczególnie, jeśli w związku są dzieci. Kobiety uważają, że winny zapewnić dzieciom ojca. Nie ważne, że pije i bije, ale jest ojcem. Często nie chcą się wystawiać na ocenę publiczną, zakładając, że zostaną odrzucone przez społeczeństwo.

Kobiety nie wierzą w to, że można skutecznie uwolnić się od partnera oprawcy. Często słyszy się „co policja pomoże? Po co mam wzywać? Przyjadą, pojadą. Nawet jak go zabiorą, to wypuszczą. Potem będzie tylko gorzej”. Ma to swoje podstawy. Czasem policja nie traktuje zgłoszeń dostatecznie poważnie. Tłumaczy procedurę niebieskiej karty, pyta po kilka razy, czy kobieta jest pewna. Informuje o konsekwencjach. Sąd, prokurator, wyrok. Kobiety często nie chcą o tym myśleć. Nikt nie chce uczestniczyć w rozprawach. Są przekonane, że nie dadzą rady. Uważają, ze jak partner się dowie, to dopiero wtedy się wkurzy.

Fatycznie, by uwolnić się od oprawcy, należy być przekonanym, że się tego chce. Wiąże się z konkretnymi działaniami, często z poważnymi zmianami. Człowiek nie lubi zmian. To, co nieznane napawa strachem. Czasem lepsze to, co złe, ale znane, niż to, co nieznane. Czasem, by się uwolnić, kobieta musi zamieszkać w schronisku dla ofiar dotkniętych przemocą, domu dla samotnych matek. Taka wizja wiąże się z niepewnością. Tułaczką i niewiadomą. Ponadto sprawca przemocy skutecznie zapewnia, że nie ma szans, by się od niego uwolnić, czy schować się przed nim. „ I tak cię znajdę. Jak cię znajdę to dopiero zobaczysz…, zabiję cię, nie waz się nikomu mówić, bo dopiero pożałujesz”.

blog_ju_4967976_7872454_tr_babkaTrzeba pamiętać, że ofiara przemocy, ma mocno zaniżoną samoocenę, wiarę we własne siły, oraz wpojone duże poczucie winy. Kobiety dotknięte przemocą, czasem wierzą w to, że same są winne tej przemocy. ” Gdybym była lepsza. Gdybym nie prowokowała.” itd. Jest to oczywiście jest absurdem. By była możliwe wyjście z roli ofiary, potrzebne jest dużo siły, której ofiarom brakuje. Stąd tak ważne jest wsparcie i pomoc. Dodawanie otuchy. Rozmowa z psychologiem. Żeby nie być ofiarą, trzeba przestać myśleć jak ofiara. Samemu bardzo trudno jest zmienić sposób myślenia i pokonać strach. Potrzebna jest osoba, która pomoże spojrzeć na problem obiektywnie. Pokaże sposób funkcjonowania mechanizmu. Przedstawi formy pomocy. Bardzo istotne jest, żeby ofiara rozpoczęła też systematyczną pracę z psychoterapeutą, by na tyle zmienić swoje myślenie, by więcej nie wejść w relację przemocową. Kobiecie doświadczającej przemocy, potrzebna jest pomoc kompleksowa. Prawnicza, lekarska, psychologiczna, prawnicza. Wszystko to, jest na wyciagnięcie ręki. Jednak by kobieta sięgnęła po pomoc, potrzebna jest jeszcze jedna osoba, która pochwyci jej dłoń i poprowadzi, wesprze.

Na początku nie mogłam uwierzyć, że mój ukochany okazał się tak okrutny. Przez pewien czas łudziłam się, że wróci tamten cudowny chłopak. Przecież połączyła nas wielka miłość. Po złych momentach, następowały momenty cudowne. Przepraszanie, kwiaty, czasem okraszone łzami (jego). Potem zorientowałam się, że po cudownych przeprosinach przychodzi znów przemoc. Policja nie potraktowała mojego zgłoszenia poważnie. “Kocha, pewnie kocha. narwany jest”. Usłyszałam od policjanta przyjmującego zgłoszenie. Mówił to z uśmiechem na ustach. Wpadłam w histerię. Dopiero wtedy potraktowano mnie poważnie. Zdecydowałam się na niebieską kartę. Chodziłam na komisariat codziennie. Codziennie był powód. Luby nie dawał za wygraną. Od próśb, przez tłumaczenie, do gróźb i szantażu. Policja przyjeżdżała i odjeżdżała. Spotkałam też na swojej drodze odpowiednią osobę, która zaprowadziła mnie do instytucji w której otrzymałam odpowiednią opiekę i nieocenione wsparcie. Droga do uwolnienia trwała prawie 3 lata. Z perspektywy czasu te lata okazały niczym w porównaniu z tym, co zyskałam. Poznałam mechanizm rządzący przemocą. Zapoznałam się z moimi predyspozycjami do wchodzenia w rolę ofiary. Przeszłam długą i intensywną pracę nad samą sobą.

Czy sprawca przemocy jest zły?

Nature_of_Good_and_Evil_by_Young_WolfZły to nietrafne określenie. Mimo, że robi wszystko, by na taki przymiotnik zasłużyć, określenie to nie jest do końca trafione. Bardziej adekwatne byłoby, że jest bezradny, choć brzmi to paradoksalnie.

Kiedy sięgamy po przemoc? Kiedy nie potrafimy inaczej. Rodzic, który uderza swoje dziecko, daje wyraz swojej bezsilności i bezradności. Nie umie w innym sposób wpłynąć na dziecko, więc sięga po „metodę”, która ma przynieść oczekiwany rezultat. Zmianę zachowania lub sposobu myślenia.

Jeśli dziecko robi coś co się nie podoba, krzyk i uderzenie przyniosą natychmiastowy efekt w postaci zaprzestania działania. Gdy dorosły nie potrafi w inny sposób przerwać nieakceptowanej działalności dziecka, ucieka się do przemocy. Przerywając dane zachowanie, odzyskuje kontrolę, pokazuje, kto jest ważniejszy, osiąga spokój i dostaje to, czego oczekiwał.

Kiedy rodzic decyduje się użyć siły? Wtedy, gdy ma poczucie utraty kontroli. Gdy jest zbyt słaby, żeby zadziałać inaczej. Tak samo jest ze sprawcą przemocy wobec kobiet. Zazwyczaj potencjalni sprawcy, uczą się takiego rozwiązywania sytuacji trudnych w domu. Obserwując ojca czy matkę, którzy działali w ten sposób, nabywa się przekonają, że jest sposób najbardziej skuteczny. Przemoc przynosi natychmiastowy efekt. Chodzi o to, by mieć poczucie kontroli i takie poczucie się uzyskuje. Sprawcy, tak samo jak ofierze potrzebne jest pomoc. By osoba mająca tendencję do stosowania przemocy, mogła stworzyć konstruktywny związek, potrzebuje psychoterapii, tak samo jak ofiara.

Kiedy myślę o moim ukochanym przemocowcu, nie sądzę, że był zły. Myślę, że mocno nieporadny i bardzo nieszczęśliwy. Ja poszłam dalej. On tkwi nadal w swoim świecie, staczając się z roku na roku w coraz większą przepaść.

 

Już nie jestem ofiarą!

Wyjście z uwikłania ofiara – kat, choć trudne, jest możliwe. Krokiem pierwszym, po uświadomieniu sobie problemu,  jest podzielenie się swoim problemem z bliską osobą, lub osobą do której ma się zaufanie. Wychodzenie z tej trudnej sytuacji trwa etapowo. Ofiara musi dojrzewać do decyzji zerwania kontaktu z oprawcą (oczywiście po za sytuacjami bezpośredniego zagrożenia życia). Warto jednak pamiętać, że jest wybór: zostać ofiarą do końca życia, lub podjąć drogę ku uwolnieniu z tego stanu. Biorąc pod uwagę, że życie jest stosunkowo krótkie i tylko jedno, warto zadbać o siebie i swoje szczęście.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.