Wiara, Kościół i Leśne ruchadło. Polska katolicka podszyta hipokryzją.

Szacunkowy czas czytania: 11 min

 

Na wstępie: słowo „kościół” pisane w tym artykule z dużej litery, jest odpowiedzią na przyjęte zasady języka polskiego. Gdzie „kościół” oznacza budynek a „Kościół” wspólnotę z klerem na czele a w tym przypadku instytucję.

Rząd czy Episkopat?

 Obserwując scenę polityczną czasem nie wiem, czy powinnam się śmiać, czy płakać. Złościć, czy smucić. Jedno uczucie jest niezmienne. Zaskoczenie. Mimo, że artykuł dotyczył będzie polityki i osób trzymających władzę, niewiele będzie w nim o polityce jako takiej. To właśnie poniekąd odzwierciedla, co dzieje się przez ostatnie miesiące w Polsce. Polityka i sprawy państwowe nierozlewnie złączyły się z Kościołem. Myślę, że ten udany związek trwa odkąd rzekomo Mieszko I przyjął chrzest, jednak od jakiś kilkudziesięciu lat, zachowywano przynajmniej pozory rozdziału Kościoła od państwa.

Na papierze jesteśmy państwem świeckim. W praktyce wyznaniowym. Jednak przez długi czas Kościół aż tak oficjalnie nie mieszał się do spraw publicznych wagi państwowej. Kler grzmiał co prawda z ambon raz głośniej raz trochę mniej o tym i tamtym, jednak pozory były zachowane. Od jakiegoś czasu polityka i politycy (szczególnie partii rządzącej) nie kryją się z tym, że Kościół ma decydujący głos w sprawach istotnych dla obywateli. Wszystkich. Tych katolickich i tych „wyklętych”. Tak. Wyklętych. Bo jakby było mało tego, że Kościół już oficjalnie wypowiada swoje (decydujące) zdanie w wielu kwestiach, to również politycy, w tym najważniejsze osoby w państwie nie kryją swego umiłowania dla Pana Stwórcy. W zasadzie mają pełne prawo wielbić tego Pana czy innego. Jednak piastując takie stanowiska, winni to robić mniej nachalnie. Tymczasem jasno dają odczuć a niektórzy nawet mówią wprost, którzy obywatele są prawdziwymi Polakami a którzy należą do odrzutu, czy gorszego sortu. Wiara w Pana Stwórcę zamiast rozsiewać miłość i jednoczyć- w myśl założenia programowego- sieje nienawiść i dzieli Polaków. Żeby jednak nie było tak nazbyt kościelnie, wtrącę kilka kwestii, które zainteresowały opinię publiczną, nie mniej niż wieść, że to Episkopat ma decydujący głos w ustawie antyaborcyjnej.

2016-15-10--22-56-13Rozmodlony prezydent.

 Dzielenie Polaków zaczęło się już od pierwszych dni prezydentury pana Dudy. Ten prezydent wszystkich Polaków, szybko uświadomił swemu narodowi, że „ci wszyscy” to jednak nie wszyscy. Przez pierwszy okres swego urzędowania, można było odnieść wrażenie, że rządy objął sam święty. Zresztą niektórzy wierzyli gorąco w to, że nowy prezydent został namaszczony przez samego Boga.

Tyle, ile prezydent czasu spędził odwiedzając chyba wszystkie możliwe kościoły, to chyba sam kardynał Dziwisz był zaskoczony. Żeby nie powiedzieć zdziwiony. Co reportaż w telewizji, co zdjęcie w gazecie, to nowy prezydent w kościele. Albo patrzy w niebiosa, jakby miał telepatyczny kontakt z samym Bogiem, albo klęczy, albo właśnie wchodzi lub wychodzi z jakiegoś kościoła. W tym momencie obywatele ateiści lub wiary innej niż katolicka mogli poczuć się zmieszani. Prezydent wszak jasno pokazał, którzy Polacy są bliżsi jego prezydenckiemu sercu. Prywatnie, to prezydent mógłby oddawać cześć  Potworowi Spaghetti. Jako prezydent powinien w kwestii wiary zachować co najmniej powściągliwość a nie epatować nią blaskiem jaśniejszym niż sam Papież. Blask ten papieski wręcz  można było zaobserwować, gdy kroczył wraz z Papieżem Franciszkiem po czerwonym dywanie. Znaczy…Niezupełnie. Papież na dywanie się nie zmieścił.

W obronie Ciała Bożego.

Jakby tego było mało, prezydent stał się obrońcą Ciała Bożego. Podczas obchodów Święta Dziękczynienia, pan prezydent rzucił się na ratunek hostii, którą wiatr wywiał spod opieki kardynała Nycza, tuż przed oblicze Głowy Państwa. Swoją drogą, trochę to zaskakujące.  Wiatr porywa opłatek, gna go prze oblicze pana Dudy, nikt inny nie reaguje, tylko ofiarny prezydent, klęka, by móc w czci złożyć go na ręce zacnego kardynała. Toż to znak jakiś. Cud. Ilu z was przytrafiło się podnosić z ziemi upadłą hostię? Czy ktoś z was zna może kogoś, komu to się zdarzyło? Czy w ogóle ktoś był świadkiem porwanej przez wiatr, lub upadającej przez roztargnienie hostii? Myślę, że szansa 1:1 000 000.

635619365092703699Leśne ruchadło i sra seba do chleba

Żeby jednak nie było nudno  nastąpił pewien dysonans, gdy okazało się, że rozmodlony prezydent nie  stroni od leśnych ruchadeł. Jak przystało na nowoczesną głowę państwa, pan Duda nie boi się  portali społecznościowych. Sam prowadzi swoje konto na Twiteerze (to prywatne, bo oficjalne prowadzi biuro prasowe). Nie było by w tym może nic dziwnego, gdyby nie pewien drobiazg. A w zasadzie kilkaset drobiazgów o dość osobliwych nazwach. Leśne ruchadło, Jebnij się daniel, Pimpuś sadełko, Foczka, seba sra do chleba czy Karolina wazelina, której opis jest pełen wulgaryzmów, to tylko początek osób o dość dwuznacznych i niesmacznych nickach z którymi Głowa Państwa Rzeczypospolitej nawiązała znajomości w Internecie.

Prywatnie pan Duda, mógłby nawet utrzymywać znajomość z nadmorskim waleniem, jednak jako Prezydent Rzeczypospolitej nie powinien angażować się w nocne spacery po dżungli Internetu. Łatwo zabłądzić. A jako przykładny Mąż Stanu i Pierwszej Damy….No cóż.  Dziwne jest też to, że większość osób za którymi na Tweeterze podąża prezydent, to osoby w wieku jeszcze nieupoważnionym do glosowania. Można byłoby to uznać za zabieg wprost mistrzowski-budowanie nowego elektoratu – gdyby nie fakt, że to „Internety gimbazy”. Pozwolę sobie wysnuć wniosek, że te wszystkie śledzone przez prezydenta osoby, mają głęboko gdzieś scenę polityczną. Myślę, że albo mają z tego niezłą „bekę” albo fakt bycie śledzonym przez Głowę Państwa, czyni z nich na chwile  „fejmów”.

Nie ma to jak prywatna wiadomość  od samego prezydenta! Nie każdy tak ma…Swoją  drogą, mnie jakoś pan Duda nie odpisał. Tak. Napisałam do niego. Nie zaczął mnie śledzić. Może to przez mój cholerny nick. Kto bym tam chciał pisać do jakiejś Katarzyny? Nuda. Muszę poważnie zastanowić się nad nowym nickiem. No i wiek muszę zmienić. 38 lat to trochę za dużo.

Zawierzony Bogu

Być może nocne śledzenie nastoletnich obywatelek (i obywateli) swego kraju jest małą odskocznią od religijnej postawy, jaką, na co dzień prezentuje pan prezydent. Postawa taka wszak pełna jest wyrzeczeń a zwłaszcza tych takich przyziemnych, tych takich ludzkich. Trudno być człowiekiem i wznosić się nad zwykłe człowiecze potrzeby. Nie ma się jednak czemu dziwić. Pan Duda nie mógł wyrosnąć na człowieka małej wiary ( o jej braku absolutnie nie ma mowy) biorąc pod uwagę wartości, jakie wyniósł z domu rodzinnego.

Jeśli od dzieciństwa wpajana jest miłość do Stwórcy, trudno się oprzeć. W jednym z wywiadów matka pana prezydenta jasno mówi o tym, że zawierzyła go Panu Bogu:  ”(…) Kiedy Andrzej stanął do trudnej walki o prezydenturę, to ja nie modliłam się o jego zwycięstwo. Powierzyłam naszego syna Panu Bogu i uważałam, że wszystko zależy od Boga” (źródło).

2016-15-10--23-05-55Partia rządząca i Ojciec Dyrektor

Kiedy jasne już było, że prezydent to osoba o głębokiej wierze, epatująca swym uwielbieniem dla Kościoła i jego przedstawicieli, do pełni szczęścia brakowało tylko, by główną siłą rządzącą stała się partia, która nie kryje, że prawo Boga jest podstawą jej działania. I stał się cud. Nie dość, że taka partia zasiadła w wygodnych sejmowych fotelach, to jeszcze zdobyła zdecydowaną większość. Tak oto nastały nowe czasy dla Polski świeckiej. Pan prezydent i rządząca partia (w której z resztą miał i ma swe korzenie) objęła rządy w Rzeczpospolitej. Jak można było się spodziewać, wraz z nią do rządzenia przystąpił

Kościół. Nie tylko dostał „zielone światło”, został wprowadzony do Sejmu frontowymi drzwiami. Okazało się, że jednym z ukochanych duchownych partii rządzącej jest sam Ojciec Tadeusz Rydzyk. Imperator. Władca umysłów (zwłaszcza starczych). Partia trzymająca władzę nie kryła się ze swoim uwielbieniem do Ojca Tadeusza. Okazało się, że uwielbienie przekłada się również na solidne poparcie i wsparcie finansowe. I nie mowa tu o jakiś tam marnych setkach milionów złotych. 26000000mln dla Fundacji ojca Rydzka to jednak nie wszystko. Okazało się bowiem, że rząd rozumie potrzeby Ojca swego. Żeby mógł dbać o wizerunek Polski na zewnątrz otrzymał również 200 000 zł od Ministerstwa Spraw Zagranicznych na projekt „By pamięć o nich trwała” w ramach konkursu „Współpraca w dziedzinie dyplomacji publicznej 2016”.

Swoją drogą to wielkie szczęście, żeby nie napisać cud, że Ojciec Dyrektor wygrał konkurs. A konkretnie, otrzymał największą dotację, ze wszystkich zgłoszonych projektów. No cóż. Jeśli Ojciec dostaje takie dotacje, to widocznie na nie zasługuje. Być może fakt, że jego oddani wierni rządzą Polską akurat, gdy pieniądze dla Ojca Dyrektora leją się strumieniami, to tylko zwykły przypadek.

11243224-B189-46F2-8043-6E2AA6327041Biedny Kościół

Jak wiadomo Kościół w Polsce ma dobrze. Nie narzeka na brak pieniędzy. W zasadzie to narzeka, choć wiadomo jest powszechnie, że nie powinien. Wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że coniedzielne haracze w postaci dobrowolnych składek na tacę nie są opodatkowane. Jak bowiem można opodatkować „co łaskę”? Ponadto kasa z pogrzebów, ze ślubów, z chrzcin, z komunii, w intencji, bez intencji płynie nieustannie. W zasadzie nie ma co się czepiać. Ludzie dają, to jak nie wziąć. Tak, czy inaczej fakt to fakt. Kościół do biednych instytucji nie należy. Warto nie zapominać o funduszu kościelnym, na który pracują wszyscy obywatele.

Biorąc to pod uwagę można było przewidzieć, że te drobne wydatki Rządu na Ojca Rydzyka wzbudzą złość społeczną. Oczywiście tej części społeczeństwa, która jest zła, bo nie rozumie, że pieniądze dla Ojca, to pieniądze dla Pana a Panu Stwórcy nie można żałować. Rozmodlony pan Duda, Kler w Sejmie, żarliwie wierząca partia rządząca, politycy tańczący za rączki na urodzinach Radio Maryja może wkurzyć osoby mające do wiary stosunek, powiedzmy- letni. Jednak to wszystko to tylko przekąska przed tym co mieszanka Kościół- Państwo zafundowała obywatelom na danie główne i przystawkę.

Misja prezydenta

Prezydent Duda jasno powiedział, że ma do zrealizowania wielki plan naprawczy: „(…) Chcę zrealizować wielkie dzieło. Wierzę głęboko, że to wielkie dzieło naprawy Rzeczypospolitej, my jako ludzie wierzący tym lepiej, uczciwiej i rzetelniej zdołamy zrealizować(…)”.

Nie było w tej wypowiedzi konkretów do popsutych elementów. Jednak można było wywnioskować, że tak jak jest, jest źle i to ludzie wierzący mogą temu zapobiec i uleczyć chorobę toczącą Rzeczpospolitą.

Wielki Prezes

Zostawiając Głowę państwa w tle, warto skupić się na chwilę na szyi, która tą głową kręci. I jakby wydawać się mogło, nie jest to Pierwsza Dama. Wcale nie jest to żadna dama a sam Wielki Prezes. Znany ze swej gorliwej wiary i chęci (podobnie, jeśli nie tak samo) uzdrowienia Polski. Problem może polegać na tym, że chęci i plan naprawczy dla Polski są subiektywnym pomysłem pana Kaczyńskiego. Nie byłoby to niepokojące, gdyby nie fakt, że jest przewódcą partii trzymającej władzę, przyjacielem politycznym prezydenta, dobrym znajomym Ojca Rydzyka a do tego ma wokół siebie swych żarliwych, oddanych współpracowników. W zasadzie wyznawców na etatach pracowników.

Najwyraźniej Prezesowi spodobał się pomysł oddzielania ziarna od plew i postanowił kontynuować podział  Polaków. Jasno wskazał, którzy Polacy są godni Polakami się nazywać. Zasłynął w jednym z wywiadów stwierdzeniem o „gorszym sorcie Polaków”. Okazało się, że według pana Kaczyńskiego niektórzy Polacy obdarzeni są wyjątkowym genem. Gen ten (głównie chodzi o zdradę polskości) powoduje fakt, że nie zaliczają się do prawdziwych, pełnoprawnych Polaków, lecz do gorszego sortu. Nie dość, że sortowanie kojarzy się raczej z przedmiotami, więc taki podział odczłowiecza tych posortowanych to w dodatku po raz kolejny dano obywatelem znać, że są Polacy lepsi i (pseudo) Polacy gorsi a wręcz źli. Było oczywiste, że pełnowartościowi Polacy bez skazy genowej (według pana Kaczyńskiego), to ci, którzy myślą i postępują jak sam Prezes. Opinia publiczna zawrzała po raz kolejny. Wielu Polaków poczuło się dotkniętych tymi słowami.

Gorszy sort okazał się całkiem dużą grupą obywateli. Jeśli kogoś wyrzucasz poza nawias, to naturalne jest, że jeśli spotka on poza tym nawiasem innych sobie podobnych, zacznie się z nimi solidaryzować. Pomału zaczęły powstawać dwa obozy obywateli. Obóz sympatyków i fanatyków „piskościelnych” i….Cała reszta.

2016-15-10--23-09-12Polegli czy umarli?

Następną kwestią sporną w państwie Polskim okazała się katastrofa smoleńska zwana dalej zamachem smoleńskim. Od dawna pan Kaczyński wespół z panem Macierewiczem sugerowali, że Lech Kaczyński był ofiarą zamachu. O ile można zrozumieć żal i rozgoryczenie pana Jarosława o tyle pana Antoniego M. można by posądzić o pewną fiksację.

Kiedy PiS przejęło władzę a pan Macierewicz objął stanowisko w MON, sprawa smoleńska nabrała nowego wymiaru.

Oficjalnie zaczęto mówić o zamachu, nie katastrofie a Prezes ustalił tak zwane miesięcznice smoleńskie. Pomniki ofiar (zwłaszcza jednej) zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu a słynny apel smoleński dokonał nasilenia podziału obywateli polskich. Zmarłych w Smoleńsku nazwano poległymi, nadając im tym samym rangę bohaterów, którzy oddali swe życie za ojczyznę. Oczywiście wespół z Kościołem nadano tej sprawie charakter niemal święty. Dawni „obrońcy krzyża” nie muszą się już martwić. Miejsca, gdzie można oddać hołd ‘poległym’ w Smoleńsku jest wiele. Do tego comiesięczne obchody „ku pamięci”, oczywiście są utrzymane w charakterze święta kościelnego i narodowego.

Będziemy mieć Króla!

Jakby mało było Kościoła w Polsce w listopadzie (2016) planowane jest wzniosłe wydarzenie. Wszechświata. Wcześniej, nastąpi Akt oddania Polski, pod opiekę Matki Boskiej. Wszystko z okazji 1050 rocznicy chrztu Polski. Uroczystość planowana jest z wielką pompą a jej wymiar będzie ogólnopolski i państwowy.  

Po pierwsze, będzie to niezgodne z prawem Polski. Jak można kogokolwiek intronizować, kiedy w Polsce nie mamy monarchii? Po drugie wśród osób niewierzących, mogą pojawić się pewne wątpliwości, czy aby można intronizować kogoś, kto nie istnieje? Po trzecie wśród osób innej wiary niż katolicka, można pojawić się dyskomfort, związany z faworyzowaniem Jezusa Chrystusa. Zostawiając jednak na boku te „niuanse”, zapanuje problem władzy podwójnej. Będziemy mieć panującego Króla i Prezydenta a żadne z nich nie będzie mniej ważny..  

fotor_(24)W obronie życia poczętego i rządy Episkopatu

Sprawą, która przelała czarę goryczy podzielonych Polaków, była kwestia aborcji. Wiadome jest, że partia rządząca od „zarania dziejów” chciała zaostrzenia ustawy dotyczącej aborcji, uznając dotychczasowy kompromis jako niezgodny z prawami…Boga i nauką Kościoła. Nie było więc zaskoczeniem, że po przejęciu władzy temat aborcji powrócił. Nie od teraz temat aborcji był tematem gorącym. Jednak tym razem rozpalił do czerwoności obywateli.

W kwestii aborcji a konkretnie w kwestii jej całkowitego zakazu głos zabrali „fachowcy”: pan Chazan, pan Terlikowski, pani Pawłowicz no i oczywiście Kościół. Głosów było o wiele więcej, jednak głosy tych  państwa wybrzmiewały ponad wszystkie inne.

Pan Chazan co prawda przyznał bijąc się w pierś, że w czasach swej młodości dokonywał aborcji, lecz od czasu nawrócenia jest jej zagorzałym przeciwnikiem. W jednym z wywiadów powiedział: „ (…) Ja uwierzyłem w miłosierdzie Boże. Tak do końca. Zanurzyłem się w nie i wierzę, że każdy grzech może być odpuszczony. Jeśli wierzę w to Miłosierdzie Boże, to muszę codziennie Bogu za nie dziękować, a nie wciąż je kwestionować. To wspomnienie jednak, i tu też nie mam wątpliwości, wciąż motywuje mnie do dalszej walki o życie, o to, by inni lekarze nie popełniali tego błędu co ja. Chcę ten w sposób odwdzięczyć się na to wielkie miłosierdzie”. Tak nawrócony lekarz raz na zawsze powiedział aborcji zdecydowane nie. Słynna stała się sprawa, gdy pan Chazan odmówił aborcji kobicie, która otrzymała dokument od lekarza z odmową przerwania patologicznej ciąży. Dziecko miało wodogłowie, brakowało mu kości twarzoczaszki a jego mózg nie rozwijał się.  Po porodzie noworodek skazany był na śmierć. Nie wiadomo było tylko ile potrwa jego umieranie w męczarniach i cierpienie rodziców.

Pan Terlikowski wydawał się być w sowim żywiole, wypowiadając się na tematy związane z aborcją. Stwierdził między innymi „(…) aborcja to ubój rytualny ludzi. Obrońcy aborcji, w większości zapewne nawet nie zdając sobie z tego sprawy, służą jedynej istocie, która może cieszyć się z aborcji. Jest nią szatan(…) Masowy mord niewinnych istot, pogrążanie się świata w sytuacji, w której to matki zabijają własne dzieci, a lekarze się do tego przyczyniają, jest sytuacją wymarzoną, bo spełniającą wszystkie kategorie czarnej mszy. Pseudo-mszy na część szatana, którą sprawują aborcjoniści.

Nie mniej aktywna była pani Pawłowicz, która udzielając się w mediach społecznościowych (i nie tylko) pisała między innymi: „(…) Dlaczego nie zabieracie swych żyjących pociech na swe spędy w obronie prawa do zabijania? Wstydzicie się? (…)Może rodzice „nie wiedzą jak dzieciom wytłumaczyć, że wołają o prawo do zabijania ich rodzeństwa(…) wydzierają się – czasem z uśmiechem na martwej uczuciowo twarzy” krzycząc „‚żądamy wolności zabijania’ naszych dzieci!”. I co tym dzieciom śni się potem w nocy?”.

Wśród obywateli protestujących przeciw nowej ustawie antyaborcyjnej te słowa (i wiele innych) wzbudziły niemałą (myślę, że uzasadnią) wściekłość. Czarny protest wyciągnął na ulicę tysiące kobiet i mężczyzn. Protestowali nie za aborcją, lecz za prawem kobiet do dostępu do praw człowieka. Bowiem nowa ustawa godziła w te prawa. W tym prawo do życia kobiety.

Dość nieoczekiwanie PiS zagłosował dla ustawy całkowicie zakazującej aborcji. Potem można było się dowiedzieć, że zrobił to za przyzwoleniem Episkopatu. To ta instytucja wydała zgodę na odrzucenie tego projektu. W zasadzie to łaskawie pozwoliła na to. Tym samym stało się już jaśniejsze od słońca, kto w Polsce podejmuje wszelkie decyzje. Mogliśmy się o tym dowiedzieć dzięki pani Pawłowicz.

Decyzja PiS-u wydawała się być nieco podejrzana. Można było się pokusić o myślenie, że tkwi w tym jakiś haczyk. I tkwił. Niedługo potem okazało się, że jest nowy projekt ustawy. Jak by tego było mało, głos w sprawie zabrał sam Prezes Kaczyński. Mimo iż podkreślał, że dobro kobiety i matki są bardzo ważne a do niczego nie ma przymusu, ewentualnie „delikatna perswazja”. Oczywiście na plan pierwszy wysunęły się argumenty wiary. Pan Kaczyński stwierdził między innymi że: „(…) Będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię”.

Kreacjonizm nad teorią ewolucji

Ostatnio opinię publiczną obiegła nowa „dobra nowina”. Okazało się, że w Sejmie odbędzie się pewna konferencja, podczas której to rozważać będzie się nad kwestią stworzenia świata.

Już nie tylko Kościół decyduje w sprawach politycznych, obywatelskich i wszelkich, ale oto do sejmu wkroczył sam Bóg wniesiony na ustach Marszałka Sejmu, pana Kuchcińskiego i ministra środowiska, pana Szyszko. Panowie oficjalnie mówią o swojej dezaprobacie dla teorii ewolucji. Ich zdaniem teoria kreacjonizmu (stworzenie świata przez Boga), jest teorią właściwą.

Organizatorami są Ministerstwo Środowiska wraz z Watykanem, przy wsparciu nieocenionego Ojca Dyrektora Rydzyka.

Polska katolicka

Tak oto Polska świecka, stała się oficjalnie, choć bez umocowania w prawie, państwem wyznaniowym. Wyznaje się trzy osoby niekoniecznie boskie. Stwórcę Najwyższego, Prezesa Kaczyńskiego i Ojca Dyrektora. Te trzy osoby rządzą naszym krajem. Te rządy prowadzą do destabilizacji kraju. Polacy są podzieli i rozdzieleni. Ludzie wychodzą na ulicę. Dopóki Kościół będzie pierwszą i jedyną władzą, w Polsce będzie się działo źle. Dopóki ludzie u władzy będą wykonywać polecenia płynące (dosłownie) z góry Polska będzie targana przez liczne konflikty wewnątrzspołeczne.

Faktyczne rozdzielenie państwa od Kościoła winno być priorytetem w trosce o dobro Ojczyzny. Ponieważ faktem jest, że dla wielu obywateli wiara jest podstawą działania a Kościół autorytetem nie da się całkowicie zrezygnować z dialogu z nim. Jednak wiara powinna zostać w sercach i kościołach a w polityce powinni pojawić się politycy potrafiący oddzielić funkcję społeczną od roli wiernego.

Komentarze