Spowiedź. Bliżej Boga, czy gwałt na intymności dziecka?

Szacunkowy czas czytania: 5 min

Stawiając takie pytanie

nie chcę wywołać oburzenia czy niesmaku u praktykujących katolików, lecz zastanowić się, czym spowiedź może być dla dziecka? Czy w wieku 8 lat, człowiek jest gotowy na tego rodzaju przeżycie? Czy rozumie ideę tej praktyki?

Zazwyczaj dziecko

zostaje poinformowane, że aby odstąpić zaszczytu w postaci przyjęcia I komunii, musi się wypowiadać.
Wie, że musi wyznać księdzu swoje grzech, aby jego serce było gotowe na przyjęcie Jezusa (cokolwiek przez to rozumie).
Ponadto dziecko wie, że „krążek komunijny”, to nie byle co. Żadne ciastko, nic z tych rzeczy. Chociaż nie przypomina chleba, jest chlebem. Jednak, co więcej i co najważniejsze: ten chleb w sposób cudowny zamienia się w ciało Chrystusa.
Pamiętam, że gdy byłam mała, często zastanawiałam się nad tym ciałem. Nie bardzo mogłam pojąć, dlaczego ludzie po kawałku zjadają Jezuska. Nie rozumiałam również, czemu, mimo, że ciągle jest zjadany, jego ciało się nie kończy. Jako dziecko wiedziałam również, że należy szanować chleb. Jeśli upadła mi kromka, kazano mi ją całować, jako że była ciałem Chrystusa. Miałam problem z jedzeniem chleba, ponieważ ciągle miałam wrażenie, że gryzę Jezusa. Przeszłam jednak nad tym do porządku dziennego, gdyż wszyscy w moim najbliższym otoczeniu uważali to za normalne.
Zgodnie z zasadą, że jeśli (nawet największa bzdura), jest powtarzane dostatecznie często (zwłaszcza przez ludzi bliskich), staje się czymś oczywistym, nad czym nie trzeba się zastanawiać.

Tak więc dziecko wie

że (czy chce, czy nie), aby przyjąć komunię, musi najpierw wyznać księdzu wszystko o czym prawdopodobnie chciałoby jak najszybciej zapomnieć.

Dziecko wie, że grzech jest wtedy

kiedy powie, zrobi lub pomyśli coś „złego”, coś co nie spodoba się Jezusowi, Bogu, rodzicom, nauczycielom itd. Mówiąc w skrócie, jeśli jest niegrzeczne.
Jeśli dziecko jest niegrzeczne z zasady nie lubi się tym chwalić. Jeśli było niegrzeczne w myślach, zapewne chciałoby to zachować dla siebie.
I tak o to dowiaduje się, że wszystkie myśli, które skrywa, wszystkie rzeczy o których wolałoby zapomnieć, musi powiedzieć.

Co prawda, dziecko wie, że ksiądz

to nie taki tam zwykły człowiek, ale łącznik między nim a Bogiem. Tu pojawia się pierwsza sprzeczność. Skoro Bóg wszystko wie, wszystko widzi, łącznie z naszym sercem, to po co nagle potrzebuje łącznika? Ośmioletnie dziecko jest na tyle małe, że trudno mu zrozumieć przemianę chleba w ciało a na tyle duże, że potrafi wychwycić większość wykluczających się faktów.
Można byłoby wytłumaczyć, że ksiądz łącznik jest po to, bo sami nie możemy usłyszeć, co Bóg nam mówi. Ale czy ksiądz w konfesjonale słyszy Boga? Skoro my nie słyszymy a słyszy go ksiądz, to znaczy, że albo Bóg mówi na tyle cicho, że mimo bliskości księdza, nic nie słychać, albo ksiądz „słyszy” Boga w myślach. Zatem, nie słyszy, tylko myśli, że słyszy.
Gdyby zapytać księdza, czy faktycznie słyszy, jak Bóg do niego mówi, zapewne zaprzeczyłby. Gdyby tak było, oznaczało by to, że zdarzył się cud a ksiądz jest wybrańcem Boga. Idąc tym tokiem rozumowania, fakt, że ksiądz słyszy Boga, zostaje odrzucony.

Zatem, skąd wie, co należy zrobić, by grzechy zostały odpuszczone?

Wymyśla? Według własnego uznania? Ma taryfikator?
Skoro Bóg wie wszystko a ksiądz wcale go nie słyszy, to dlaczego temu księdzu trzeba opowiadać te wszystkie wstydliwe rzeczy?
Takie wątpliwości mogą (i całkiem słusznie) pojawić się w umyśle dziecka. Oczywiście nie podzieli się nimi, ponieważ powątpiewanie w Boga i księdza byłoby grzechem.
Pamiętajmy że dla małego dziecka, samo przyznanie się do winy, jest szalenie trudne, a co dopiero, kiedy musi przyznać się do winy, komuś, kogo nie zna?
Mało tego, dziecko wie, że musi powiedzieć wszystko, wszystko i jeszcze raz wszystko, co tylko złego poczuło lub pomyślało. Jeśli czegoś nie powie, to dopiero będzie miało grzech.
Jeśli pójdzie do komunii nie powiedziawszy wszystkiego, to popełni świętokradztwo i spadnie na niego gniew miłosiernego Boga.

Czy to nie za wiele jak na dziecko? Strach, poczucie winy i wstyd…

Nie dość, że mały człowiek musi odsłonić się ze wszystkich swoich sekretów, to jeszcze jest obawa, że jeśli coś będzie tak okropne, że nie będzie dało rady się tym podzielić (np. onanizm- przez kościół uważany za grzech, przez biologię a normę), to spadnie na niego gniew boży.
Zatem, po przejściu testu na wiarę w Boga (modlitwy, grzechy główne, tajemnice (wszystko koniecznie na pamięć i bez zrozumienia) czas na odarcie się z prawa do intymności.

Jest jednak jasna strona I Komunii

impreza i prezenty. Myślę, że wizja właśnie tego, łagodzi i rekompensuje dyskomfort spowiedzi. Dziecko wie, że jeśli się nie wyspowiada, nie będzie Komunii, bez Komunii nie będzie prezentów i pieniędzy.

Wróćmy jednak do spowiedzi.

Dziecko staje w kolejce do konfesjonału i w głowie powtarza sobie formułkę spowiedzi, bo bez niej ani rusz. Gorączkowo przypomina sobie wszystkie grzechy popełnione w ciągu ostatnich ośmiu lat…
Ból brzucha, spocone dłonie, suchość w ustach.
W końcu nadchodzi nieupragniony moment.
Dziecko przyklęka, klepie formułkę na powitanie i ledwo słyszalnym głosem wyznaje swoje grzechy.
Widzi postać za kratkami, słyszy oddech i czeka na wyrok. Wie, że w konfesjonale jest ksiądz i wespół z samym Bogiem, analizują zachowanie dziecka. Jednak, na marginesie, czy w wieku 8 lat, dziecko jest odpowiedzialne za swoje zachowanie i decyzje?

To „wina” rodziców

Czy przypadkiem, nie jest to czas, gdy dziecko ciągle się uczy, a to jak się zachowuje, często jest odzwierciedleniem procesu wychowawczego rodziców? Według mnie to rodzice winni spowiadać się z grzechów dziecka, jako efektów działań wychowawczych.

Wracając do spowiedzi

Czasem ksiądz słucha w milczeniu, czasem coś dopowie, czasem skomentuje. Na koniec podkreśli; i nie rób tak więcej. Dziecko obieca kłamiąc na wstępie, bo jak może obiecać? Jest dzieckiem! Będzie zachowywało się niegrzecznie, czasem szturchnie kolegę i koleżankę, zezłości się na matkę czy ojca, nie posprząta pokoju. To normalne. Nienormalne byłoby, gdyby dziecko nie miało się z czego spowiadać. Dzieciństwo, to czas nauki, czyli popełniania błędów.
Ksiądz chwilę mamrocze, mówi, co należy zrobić, by Bóg był zadowolony. Dziecko słyszy upragnione stuk- puk. Chciałoby jak najszybciej opuścić miejsce psychiczno- emocjonalnych tortur, ale gdzie tam!
Stop! Jeszcze obowiązkowo trzeba pocałować stułę. Na nieszczęście wisi przymocowana do księdza. Dziecko zostaje do końca obdarte ze swej intymności (jeśli jeszcze nie daj boże ten sam ksiądz uczy religii to już prawdziwy horror). Pozory anonimowości, zostają złamane. Po co zatem całe przedstawienie z konfesjonałem i ukrytym księdzem, skoro i tak po wszystkim trzeba się księdzu pokazać?
Ulga, po spowiedzi.
Wtedy dziecko uświadamia sobie, że to dopiero początek drogi do nieba!
Bez zaliczenia odpowiedniej ilości pierwszych piątków o zbawieniu nie ma mowy.

Pytania

Zatem co lepsze? Tortury przy spowiedzi, czy smażenie się w piekle?
Czy dziecko rozumie istotę spowiedzi?
Czy jest ją w stanie zrozumieć?
Czy stoi w kolejce z potrzeby, czy dlatego, ze musi?
Co daje dziecku spowiedź, oprócz stresu?
Czy przybliża go do Boga i Kościoła?
Czy wzmaga miłość do stwórcy?
Czy zmienia niepożądane zachowania?
Czy dziecko spowiada się, bo żałuje za grzechy?
Czy motorem napędowym do konfesjonału, nie jest wizja prezentów?
Myślę, że każdy znajdzie na te pytania właściwą odpowiedź. Przy założeniu, że pomyśli logicznie, przejmując perspektywę dziecka.
Przypuszczam, że wiele dorosłych osób ma podobne odczucia idąc do spowiedzi, mimo większej świadomości i braku przymusu. Jeśli tak jest, to zastanówmy się co dzieje się w głowie, emocjach dziecka? Czy nie krzywdzimy dziecka w ten sposób?
A dla dorosłych dzieci pierwszokomunijnych, może chwila refleksji…ile czasu poświęcili na rozmowy z dzieckiem o Bogu i pierwszej spowiedzi? Nie na oklepane farmazony, że tak trzeba, że grzech i w ogóle, ale skupili się na obawach dziecka, na wytłumaczeniu rzeczy niezrozumiałych, na podzieleniu obaw i odgonieniu strachów?

Komentarze