TRANS-formacja

Szacunkowy czas czytania: 8 min

2016-21-8--16-26-29Rodzice zazwyczaj mają trudność, jeśli ich dziecko boryka się z sytuacjami odbiegającymi znacznie od przyjętych standardów normalności. Wszystko, co jest mniej znane, niepoznane, na swój sposób dziwne lub obce ­­­- budzi niepokój. Niepokoją nas sytuacje i sprawy, które odbiegają od codzienności. Większość osób potrzebuje oswoić się z nową sytuacją. Jednym przychodzi to łatwiej, innym trudnej. Są i tacy, którzy mają wyjątkowo niskie umiejętności adaptacyjne. Wtedy oswojenie się – nie mówiąc o akceptacji – z nową sytuacją, bywa niemożliwe.

phpThumb_generated_thumbnail.jpegGdy decydujemy się na dziecko, chcemy, żeby wszystko było dobrze. Wszystko i dobrze, oznacza nie mniej, nie więcej – normalnie. To, co odbiega od wyznaczonej granicy normalności, nie jest pożądane. Na początku najbardziej pragniemy, by dziecko urodziło się zdrowe. Zdrowe fizycznie i psychicznie. Pragnienie jak najbardziej oczywiste. Potem możemy w większym czy mniejszym stopniu oczekiwać, że będzie to chłopiec lub dziewczynka. Nie jest to jednak pragnienie dominujące. W miarę dorastania dziecka, nasze pragnienia i oczekiwania wobec niego także rosną. Bycie zdrowym jest nadal podstawą, jednak nie jest to jedyne oczekiwanie. Chcemy, by było mądre, grzeczne. Żeby było lubiane, akceptowane. Pragniemy obdarzać je naszą miłością i cieszy nas, gdy sami jesteśmy nią obdarzani. O ile na większość spraw mamy wpływ, o tyle są pewne kwestie na które, mimo że może byśmy chcieli, nie mamy wpływu.

Biologia jest mądra i zazwyczaj nie popełnia błędów. W zasadzie można śmiało powiedzieć, że nie popełnia ich wcale. Czasem jednak szykuje różne niespodzianki. Jak to bywa z niespodziankami, nie jesteśmy na nie przygotowani. Zaskoczenie jest głównym determinantem niepokoju, gdy okazuje się, że nam też przyszło się z taką niespodzianką zmierzyć. Nie wiemy, co przyniesie przyszłość.

transformacjaStaramy się tak wychowywać nasze dziecko, by „wyszło na ludzi”. Co oznacza tyle, że spodziewamy się, że jako dorosły człowiek będzie funkcjonowało w społeczeństwie w sposób prawidłowy, spełniając się w poszczególnych rolach; matki, ojca, pracownika, obywatela, żony, męża itd. Jeśli zapytać rodzica, czego pragnie dla swojego dziecka, prawdopodobnie najczęstszą odpowiedzią jest szczęście. Każdy (a przynajmniej większość) rodziców pragnie, by jego dziecko po prostu (i aż) było szczęśliwe. Tylko, czy koniecznie wyobrażenie szczęścia rodziców pokrywa się z faktycznym poczuciem szczęścia dziecka? Bywa z tym różnie. Żaden rodzic nie chce, żeby jego dziecko odbiegało od „normy”. Nie chce, żeby zeszło na złą drogę, zostało złodziejem, mordercą czy gwałcicielem. Najwięcej emocji budzą w rodzicach kwestie związane z seksualnością dziecka. Większość rodziców nie chce, żeby jego dziecko okazało się homoseksualne, transseksualne. Najlepiej, żeby oprócz przedrostka „hetero” nic innego przed „seksualne” się nie pojawiło.

Mimo że nasze społeczeństwo uchodzi za coraz bardziej wyedukowane w kwestii seksualności człowieka, mam wrażenie, że to wyedukowanie kończy się właśnie na słowie „uchodzi”. W praktyce jest z tym różnie. Nadal (niestety) w wielu domach sprawy seksu i seksualności są mocno spłycane lub pozostają tematem tabu. Rodzice unikają „tych rozmów”, mając nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży, bo jest tak naturalne, że nie potrzeby o „tym” rozmawiać. Czasem rozmowy tak zwane „uświadamiające”, przeprowadzone są wtedy, kiedy dziecko jest już w pełni świadome wszystkiego. Nierzadko tematy są mocno okrojone, a kwestia seksualności człowieka, seksu, intymności i miłości zamyka się w antykoncepcji, menstruacji i porad dotyczących tego, kiedy seks powinno się rozpoczynać. Ilu rodziców rozmawia ze swoimi dziećmi o onanizmie, akceptacji własnego ciała, orientacjach seksualnych? Rodzice miewają problem w rozmowach dotyczących najbardziej „ludzkich” obszarów egzystowania człowieka.

Powody są różne – brak dostatecznej wiedzy, nieumiejętność ubrania myśli w odpowiednie słowa, wstyd, skrępowanie. Są i tacy, którzy uważają, że nie ma potrzeby o tym rozmawiać lub wręcz nie wypada. Najtrudniejszym okresem dla dziecka w kwestii seksualności jest okres dorastania. O ile dla rodziców również może być niełatwy, o tyle należy pamiętać, że to nie oni przez niego przechodzą. Gdy dziewczynka przeistacza się w kobietę a chłopiec w mężczyznę, wiele się zmienia w relacjach dziecko-rodzic. Niektórzy rodzice błędnie zakładają, że okres dorastania, a co za tym idzie – czas na ewentualne rozmowy na „te tematy”, nadchodzi dopiero wtedy, gdy już nie można nie zauważyć, że nasza pociecha dorosła.

Jesteśmy jednostkami seksualnymi od urodzenia. Temat seksualności powinien więc być obecny w rozmowach „od zawsze”. Jedyne, co powinno się zmieniać, to sposób rozmowy i poruszane tematy. Tak jak nie będziemy pięcioletniemu dziecku tłumaczyć możliwej satysfakcji seksualnej płynącej z seksu oralnego, tak z w rozmowie z piętnastoletnim chłopcem nie będziemy mówili , że siusiak jest od siusiania.

2016-21-8--21-58-29Im wcześniej nasze dziecko pojmie , że seks to najnormalniejsza sprawa na świecie, a człowiek jest jednostką seksualną, tym jego podejście do „tych” kwestii będzie prawidłowe i zdobędzie ono pewność, że dla dorosłych, a przede wszystkim rodziców, jest to sprawa jak najbardziej normalna. To z kolei da wysokie prawdopodobieństwo, że dziecko samo będzie się do nas zwracało z pytaniami, problemy, dylematami w tej materii. Myślę, że to właśnie rodzic (jeśli sam nie jest skrzywiony, poturbowany emocjonalnie i fizycznie w tej kwestii), jest najlepszym źródłem informacji, porad i wsparcia. Internet i rówieśnicy lub inni przypadkowi znajomi – niekoniecznie.

Większość nastolatków (zwłaszcza dziewcząt – kwestia większej „dopuszczalności” społecznej) ma za sobą doświadczenia homoseksualne. Dla jednych są to niewiele znaczące epizody (ciekawość, moda itp.) dla innych dłuższe relacje, które mijają na etapie odkrywania siebie. Dla jeszcze innych droga na całe życie.

Często zdarza się, że podejmowane kontakty homoseksualne wcale nie mają charakteru homoseksualnego.

Brzmi dziwnie. Może trochę. Zanim nastoletni człowiek uzmysłowi sobie, że jego kontakty homoseksualne mają inne źródło niż pociąg do tej samej płci, może minąć trochę czasu. Wszystko zależy od stopnia samoświadomości oraz wiedzy dotyczącej sfery seksualnej człowieka. Zatem, można nie być zorientowanym homoseksualnie, a podejmować kontakty seksualne z tą samą płcią. Dla osób transseksualnych – bo o tym mowa – ten etap może stanowić etap przejściowy w drodze do odnalezienia siebie.

Nie zawsze (jak to czasem jest opisywane) osoby transseksualne nienawidzą swojego ciała do granic możliwości. Czasem trochę go nie lubią. Czasem czują się jakoś nieswojo, choć nie wiedzą czemu. Podejmując kontakty homoseksualne nie czują się homoseksualnie. Są nieszczęśliwe, ale często nie wiedzą dlaczego. Szczęścia nie dają też związki z osobami tej samej płci, chociaż powinny. Wszystko dlatego, że mimo iż pozornie (fizycznie) podejmują kontakty homoseksualne, psychicznie kontakty są heteroseksualne.

Tu pojawia się kwestia szczęścia wspomnianego powyżej. Czy w takiej sytuacji (transseksualne dziecko) szczęście, którego chciałby dla swej pociechy rodzic, będzie tożsame z tym, czego pragnie samo dziecko? Niestety w sporej części przypadkach nie. Wielu rodziców w transseksualizmie dzieci upatruje nieszczęście. Nieszczęście jest, owszem – ale dla dziecka, które zamknięte w ciele niezgodnym z płcią żyje jakby w poczekalni. Czeka na moment, gdy będzie mogło z niej wyjść. Gdy ciało i psychika pójdą zgodnie w dalszą drogę. Niestety rzadko dziecko (nastolatek) dzieli się swoimi przemyśleniami, przypuszczeniami z rodzicami. Jeśli jednak rodzic ma to szczęście (tak, to jest szczęście!), że dziecko zwraca się ze swoimi rozterkami właśnie do niego, warto tego nie zepsuć. Nie można tego zepsuć. Właśnie od reakcji rodzica zależy, jak dalej potoczy się droga szukania siebie. Może ona okazać się traumatyczna, a może okazać się trudna, lecz do przejścia.

„Mamo, Tato, jestem transseksualny”. Zapewne niewielu rodziców chciałoby to usłyszeć. Zapewne niewielu nastolatków chciałoby tak stwierdzić. Sytuacja jest trudna. I dla rodziców, i dla młodego człowieka. Trudna nie oznacza jednak zła. Myślę, że o wiele gorzej byłoby, gdyby młody człowiek nie był tego świadomy lub wypychałby ten fakt ze świadomości. Dla rodziców może być trudna z różnych powodów. Mogą nie wiedzieć, czym jest transseksualizm, mogą nie chcieć dopuścić „tego” do wiadomości. Mogą się bać, obawiać wytykania palcami. Mogą czuć dezorientację, rozżalenie, poczucie winy, zagubienie. To samo czuje młody człowiek. Tylko dużo mocniej, bo kwestia bezpośrednio dotyczy tylko jego. Nagle, tak mało istotna kwestii płci pociechy, staje się sprawą pierwszoplanową.

Czemu właściwie zdarza się, że rodzice reagują na ten fakt w sposób niewłaściwy? Przecież to tylko płeć. Dziecko, ich dziecko – pozostaje ich dzieckiem. Z tymi samymi uczuciami, z tą samą osobowością, temperamentem. Relacje pozostają te same. Jedyne, co się zmieni, to poczucie szczęścia ich dziecka. Przecież szczęście potomstwa jest najważniejsze. Powinno więc cieszyć, a przynajmniej napawać spokojem, że dziecko odnalazło siebie i może rozpocząć drogę ku szczęśliwemu życiu, w zgodzie ze sobą.

Niestety mieszkamy w mocno zaściankowym, pełnym hipokryzji, pruderyjnym kraju. O ile coś nie dotyczy nas samych, potrafimy być umiarkowanie tolerancyjni. Gdy ta sama kwestia dotyka nas, tolerancja staje się nam obca. Co powiedzą ludzie? Gdzie popełniliśmy błąd wychowawczy? Czy moje dziecko jest normalne? Jak to teraz będzie? Jak będziemy z tym żyć? Często w reakcji rodziców, ich uczucia i ich obawy wychodzą na plan pierwszy. Tymczasem to nie o nich chodzi. Rodzice są dorośli. Powinni radzić sobie w sytuacjach nowych i trudnych. Ich uczucia i ich obawy, to ich problem. Jako rodzice powinni być dla swojego dziecka wsparciem. To od ich reakcji, akceptacji lub jej braku zależy, jak dalej potoczy się życie ich dziecka i jak będą wyglądać przyszłe relacje.

2016-21-8--15-33-05To, co powiedzą ludzie, jest sprawą ludzi. Należy się zastanowić, czy ważniejsi są jacyś ludzie, czy osoby nam najbliższe. Transseksualizm nie jest wynikiem błędu wychowawczego. Nie jest też chorobą. Jest jedną z niespodzianek, jakie przygotowała dla nas biologia. Osoby transseksualne są jak najbardziej normalne. Spychanie transseksualizmu do podświadomości, walczenie z nim, zaprzeczenie mu – może prowadzić do poważnych zaburzeń psychicznych, a w rezultacie do chorób.

Oczywiście nie jest to powód do świętowania i fajerwerków. Nie o to chodzi. Jednak warto pamiętać, że paradoksalnie należy do tego podejść normalnie. Sprzeciw, gniew, złość, rozżalenie, niedowierzanie i inne tego podobne uczucia nie spowodują, że wasze dziecko „znormalnieje”. Może to spowodować odsunięcie się waszego dziecka od was i być zagrożeniem dla jego zdrowia psychicznego i fizycznego.

Co zatem? Najważniejszy spokój, opanowanie i zrozumienie. Po oswojeniu się z wiadomością, rozmowa mająca charakter wspierający. Nie oznacza to, że nie można podzielić się z dzieckiem swoimi obawami. Jednak dzielenie się własnymi odczuciami a zrzucanie na dziecko naszych trudnych uczuć to zupełnie co innego.

Uświadomienie sobie własnej transseksualności to ważny, ale dopiero pierwszy krok. Potem następuje długa droga do własnego właściwego ciała. Nie każdy decyduje się na operacyjną zmianę płci. Choć zapewne jest to pełnia szczęścia.

Czym jest właściwie transseksualizm? W wielkim skrócie płeć widoczna nie jest tożsama z płcią mózgu. Narządy rozrodcze niekoniecznie są wyznacznikiem płci. Osoba posiada nie to ciało, które powinna posiadać. Nie jest też homoseksualna (choć oczywiście może być). Pozostając w nieswoim ciele, podejmuje kontakty seksualne zgodnie ze swoją płcią, którą determinuje mózg. Zatem mimo kontaktów fizycznych z osobami fizycznie tej samej płci, zgodnie ze swoim mózgiem, podejmuje kontakty heteroseksualne.

Zanim podjęte zostaną jakiekolwiek działania mające na celu zmianę płci (fizycznej) następuje długa droga badań, mających potwierdzić lub wykluczyć niezgodność płci fizycznej z psychiczną.

W zasadzie nie powinno się mówić o zmianie płci, tylko o przywróceniu właściwych fizycznych oznak płci posiadanej. Płeć determinuje mózg. Zatem osoba transseksualna nie zmienia płci, tylko dostosowuje ciało do posiadanej płci.

Jak wygląda taka procedura w Polsce? Składa się z kilku etapów: wykonanie badań (wizyta u seksuologa, tomografia, EEG, badanie krwi i oznaczenie hormonów itp.), postawienie diagnozy (na podstawie rozmów z seksuologiem, psychologiem, rzadziej psychiatrą), rozpoczęcie terapii hormonalnej (podanie odpowiednich hormonów oraz podanie blokerów dla hormonów wytwarzanych przez organizm), I operacja – u osób kobieta/mężczyzna (mastektomii- usunięcie piersi), proces sądowy i zmiana płci prawnej (KPC art.189), zmiana dokumentów (akt urodzenia, zmiana imienia i inne dokumenty) i w końcu SRS / II i III operacja (Sex Reassignment Surgery. Operacje przebiegają etapowo. O zmianie lub nie  operacyjnie płci decyduje osoba zainteresowana).

Po przejściu procedury dana osoba staje się w pełni sobą. Psychicznie, fizycznie i prawnie. Sprostowanie płci jest trudnym etapem. Przecież zmienia się wiele. Twarz, ciało, głos. Mimo że dana osoba nadal jest tą samą osobą, to jednak wizualnie jest już kimś innym. Czasem zmiany są mało zauważalne (dla otoczenia), czasem zmiana jest diametralna. Myślę, że najtrudniejszym okresem dla dziecka i dla rodziców jest czas przejściowy na terapii hormonalnej. Zmiany można obserwować i słyszeć z tygodnia na tydzień. Zapewne to niezwykłe doświadczenie dla samych zainteresowanych, jak i ich bliskich. Przyglądać się przemianie dziewczyny w chłopca lub chłopca w dziewczynę. Może być trudno. To naturalne. Zapewne ważna byłaby opieka psychologiczna i terapeutyczna dla osób przechodzących przez przywrócenie płci właściwej, jak i dla ich bliskich.

Jeśli Twój syn oświadczy: jestem kobietą, jeśli Twoja córka oświadczy: jestem mężczyzną – nie traktuj tego jak koniec świata, tylko początek nowego, lepszego i szczęśliwego życia dla twojego dziecka. To nie płeć określa waszą relację. Jeśli twoje dziecko jest transseksualne, wesprzyj je. To ono przechodzi ciężkie chwile. To ono jest zagubione. To ono potrzebuje pomocy. To ono jest w tej sprawie najważniejsze. Jeśli tobie jest z tym ciężko, zaopiekuj się sobą. Pozwól się sobą zaopiekować. Nie zrzucaj jednak ciężaru na swoje dziecko, bo możesz je przygnieść tak, że się nie podniesie. Wtedy nie będzie ci już ciężko z powodu transseksualizmu dziecka, ale z powodu pustki jaka po nim zostanie.

 

Komentarze