Kto i po co wymyślił chrzest niemowląt? Bóg vs pranie mózgu

Szacunkowy czas czytania: 5 min
Dla katolików mogłoby się wydawać oczywiste, że chrzest wymyślił sam Bóg a konkretnie Jezus. Jest w tym trochę prawdy. Jezus wymyślił chrzest dla ludzi dorosłych.

Chrzczono się na znak zerwania z pogaństwem, odnalezienia w sobie Boga i chęci życia w zgodzie z nauką Jezusa. Chrzest nie odbywał się też hop siup. Człowiek nie wskakiwał do wody i już. Zanim został ochrzczony musiał przejść etap przygotowawczy. Chrzest był i jest obrzędem nawrócenia i oczyszczenia z grzechów. Jest procesem świadomym. Jest wyborem. Poza tym w latach 80-tych sam Kościół jasno określił zasady na jakich przyjmuje się chrzest: wysłuchanie słów Pisma Świętego, wyrzeczenie się zła, wyznanie wiary w trójcę Świętą. Ponad to osoba chrzczona ma wyrazić przekonanie, że obrzęd ten daje jej nową tożsamość dziecka bożego i odtąd będzie głosić Ewangelię.
Dlaczego zatem chrzci się niemowlęta? Powyższe zasady nijak mają się do niemowlaków. Nie trzeba być ekspertem od rozwoju psycho – społecznego dzieci, żeby wiedzieć, że dziecko tuż po urodzeniu i wiele lat później, nie jest w stanie uczestniczyć w chrzcie świadomie. Niemowlęta ani nie mają świadomości wiary lub niewiary ani w ogóle nie mają zdolności do logicznego myślenia i wyciągana wniosków. Nie zdążyły jeszcze nagrzeszyć, więc nie mają się z czego nawracać (wiem, wiem grzech pierworodny). Nie jest to ich wybór drogi życiowej. Nie mają nic w tej kwestii do powiedzenia. Nie są w stanie świadomie i ze zrozumieniem wysłuchać słów P.Ś. i wyrzec się zła. Śmiem twierdzić, że nie są zdolne by zweryfikować swoje kilkudniowe życie pod względem tożsamościowym i z pewnością nie zaczną głosić Ewangelii – choćby z tej prostej przyczyny, że nie potrafią mówić 😉
W Piśmie Świętym, chociażby się uprzeć i stanąć na rzęsach to i tak nie znajdzie się wzmianki o praktykowaniu chrzczenia niemowląt. Nie doszuka się nakazu Jezusa, by chrzczone były małe dzieci. Można oczywiście nadinterpretować niektóre słowa Jezusa. Co jednak nie zmienia faktu, że będzie to jedynie nadinterpretacja.

Więc po co?

Chrzest jest najlepiej wymyślonym szwindlem, by pod przykrywką wiary mieć możliwość prać mózgi od wczesnego dzieciństwa.
Jak myślicie ilu wyznawców miałby dziś Kościół Katolicki, gdyby wierni nie chrzcili swych ledwo co narodzonych dzieci? Gdyby Kościół nie wciągał w swe szeregi niewinnych i nieświadomych dzieci, jak wielu miałby wiernych?
Każde nowo ochrzczone dziecko to kolejny kandydat na dawcę nieopodatkowanych pieniędzy i kolejna osoba o zniewolonym umyśle, która w sferze społecznej i politycznej będzie działać tak, jak będzie tego chciał Kościół. Chrzest to inwestycja długoterminowa. Zwracająca się wielokrotnie. Polityczny aspekt jest tu bardzo ważny. Kościół hoduje przyszłych obywateli w taki sposób, by tworzyli państwo zupełnie poddane klerowi. Takich zniewolonych obywateli łatwo utrzymać w ryzach. Zawsze można ich postraszyć piekłem i skusić nagrodą wiecznego szczęścia. Jeśli Kościół trafi na sprzyjającą mu rządzącą partię polityczną i będą trzymać sztamę, to dla jednych i drugich ogłupieni obywatele to idealna sprawa.
Pranie mózgu najlepiej rozpocząć jak najwcześniej. Wtedy jest duża szansa na to, że tak przygotowany mózg nigdy nie zacznie myśleć inaczej. Biznes się kręci. Dorośli, którym wyprano mózgi w dzieciństwie, chrzczą swoje dzieci, dopuszczając do tego, by i ich potomstwo miało wyprany mózg. Chrzczą, bo myślą, że tak jest dobrze i że tak trzeba. Do tego dochodzi niezawodny w procederze prania mózgu element – strach.
Najistotniejszą kwestią chrztu jest wyrzeczenie się szatana. Rodzice w imieniu dziecka przepędzają diabła gdzie pieprz rośnie, zadowoleni, że ich maleństwo właśnie zostało uwolnione z mocy ciemności. Nie dopuszczają myśli, że mogliby nie ochrzcić swego nowo narodzonego dziecka, bo się boją. Z jakiś powodów panuje przekonanie, że dziecko nie ochrzczone zagrożone jest wpływem sił nieczystych. Ludzie boją się, że szatan może się dzieckiem zainteresować, że dziecko może zachorować lub umrzeć. Są przekonani, że chrzest ochroni je przed wszelkim złem tego świata. Strach odgrywa tu wielką rolę. Nikt nie chce żeby w jego dziecko wlazł diabeł, lub aby w skutek sił nieczystych zmarło.
Chrzest jest początkiem indoktrynacji, zniewolenia i ogłupienia. Rodzice są zobowiązani, aby wychowywać dziecko zgodnie z nauką Kościoła i słowami Pisma Świętego. Muszą to robić. Inaczej Bóg się na nich wkurzy. No i rodzice kładą maleństwu do głowy różne prawdy płynące ze Świętej Księgi. Ciągną do Kościoła, opowiadają o dobrym Bogu i złym Diable. Mówią o Niebie i straszą Piekłem. Instruują co należy robić, żeby Jezusek nie był smutny i żeby Diabeł się nie cieszył. Uświadamiają skąd wziął się człowiek. Przestrzegają o potędze Boga i jego gniewie. Oświadczają, że tak naprawdę o naszym życiu decyduje Bóg nie my sami. Wmawiają, że Stwórca widzi wszystko i ma zdolność zaglądania w nasze myśli i serce. Uczą, że nie ma się wpływu na to co nas spotyka i że najważniejsze to żyć wedle upodobania Pana a nie w zgodzie ze sobą. Straszne.
Wiek od 0 do 3 jest bardzo ważnym etapem rozwojowym. Wtedy, dziecko uczy się podstaw moralnych, odróżniania dobra od zła. Po okresie wczesnego dzieciństwa pranie mózgu przejmują instytucje. Przedszkole, szkoła, Kościół. Chrzest jest świetnie wymyślony pod tym względem. Większość dzieci z nauczaniem instytucjonalnym styka się dopiero w wieku lat 3. Trzeba było jakoś zapełnić tę „lukę” wychowawczą i zaangażować do prania mózgu samych rodziców.
Po pierwszym etapie dziecko jest przygotowane na kolejne treści. Nie będzie oponowało, bo po pierwsze nadal jest zbyt małe, a po drugie grunt został już dobrze przygotowany, by przyjmować dalsze nauki bez samodzielnego myślenia. Z czasem dziecko dowiaduje się, że ludzi dzielą się na lepszych i gorszych. Wie, że homoseksualizm jest chorobą i grzechem. Wciska mu się patriarchat jako najlepszy model funkcjonowania rodziny. Zaszczepia się ogólną nietolerancję na jakiekolwiek przejawy inności. Seksizm, przemoc, homofobia i rasizm (no co? Adam i Ewa byli biali. Jezus też. Choć to bzdura bo Jezus taki do końca biały nie był a w dodatku był Żydem to z jakiś powodów biała rasa jest bliska Bogu. Adam czarnoskóry? Ewa skośnooka? Maryja śniada? Nie! Jak można a tfu! Herezje).
Dla dziecka te postawy niosą w sobie „wartości” które należy pielęgnować. Myślenie stereotypami. Sztywność myślenia. Brak umiejętności przejmowania perspektywy. Brak otwartości na to co „inne”. Brak poczucia sprawczości w życiu: „wola boska”, „kara boska”, „wola nieba”, „krzyż pański”. Tak zaprogramowany mózg trudno zmienić. Jeśli od urodzenia powtarzać dziecku, że kupa pachnie a kwiatki śmierdzą a każdy kto myśli inaczej jest wrogiem, to można mieć pewność że jako osoba dorosła będzie zachwycać się zapachem gówna a przy kwiatach zatykać nos i każdego, kto powie mu że gówno śmierdzi potraktuje jak zagrożenie.
Poza tym już małe katolickie dziecko ma przekonanie, że jest lepsze, bo wybrane przez samego jedynego i prawdziwego Boga. Nawet, jeśli będzie przejawiało niski stopień agresji w stosunku do dzieci niewierzących, wierzących w innego Boga, dzieci o innym kolorze skóry, to i tak nie będzie ich traktowało na równi ze sobą.
Oczywiście, to jaki człowiek wyrośnie z ochrzczonego malucha w dużej mierze zależy od stopnia religijności rodziców i rodziny. Niestety wiele osób decyduje się na chrzest dziecka w obawie przed odrzuceniem przez rodzinę i społeczność lokalną. Chrzczą bo tak wypada. Chrzczą bo tak już w rodzinie jest. Chrzczą by babci, ciotce, dziadkowi przykrości nie robić. Chrzczą bo boją się jasno powiedzieć, że nie są do tego przekonani. Bo wierzą w to, że dziecku coś może się stać (efekt wciskania im od małego takiego kitu), bo w Polsce nie wypada nie chrzcić. Bo, bo, bo (……). W takiej rodzinie jest szansa, że pranie mózgu nie powiedzie się. Natomiast w rodzinach mocno religijnych, rodzinach histeryczno i fanatyczno religijnych. Tam, gdzie praktykowana jest wiara iście w średniowiecznym stylu a Kościół i księża są niepodważalnym autorytetem, dziecko nie ma szans. Niestety takich rodzin jest wiele. Wina leży po stronie Kościoła. W Polsce Kościół praktykuje rodzaj wiary z epoki palenia czarownic. Koncentruje się na straszeniu Piekłem i preferuje kult kościoła.
Zanim ochrzcisz swoje dziecko zastanów się. Jeśli ma spotkać Boga w swoim życiu to zapewne go spotka a ty wcale nie musisz mu Boga narzucać. Narzucona wiara i narzucony Bóg nic nie jest wart.

Komentarze

Dodaj komentarz